piątek, 17 lutego 2012

Wytwórnia kukiel...

Po moich ostatnich atakach na Amerykę pomyślałam, ze moze powinnam ugryźć sie w język i troche przystopowac z ocenianiem, bo w końcu to tylko moje subiektywne zdanie, nie byłam tam to nie wiem.
No i kiedy stwierdziłam, ze juz koniec z tematem Ameryki, raptem z mojej głowy wyskoczył kolejny pomysł o zgrozo... związany z  Ameryka. Niestety znow nie bedzie pawich piór w dupie i fajerwekow, choć temat jak najbardziej opisem pasuje. Dzis na odstrzał pojdzie amerykański narybek i ich yntelygentne mamusie, a wszystko za sprawa kolejnego popularnego reality show o uczestniczkach dziecięcych konkursów piękności "Toddlers and Tiaras".
W takich konkursach wystepuja glownie 6-7 latki, ale sa tez i takie konkursy, gdzie wystawione sa juz nawet bobasy! Oczywiscie wszystko wypacykowane, obowiazkowo pol kilo podkladu i pudru, roz na policzkach, szminka, sztuczne rzesy, paznokcie, doczepiane loki... ale to jeszcze nic... Wiekszosc z nich chodzi reguralnie na solarium, na wybielanie zebow i jeszcze inne cholera wie jakie zabiegi upiekszajace, a wszystko po to, by zdobyc upragniona korone...
No ale "uroda" to nie wszystko. Taka plastikowa kukielka wymaga rowniez roznorakiego szkolenia typu jak suszyc zeby w jokerowym usmiechu, jak patrzyc na jury... zazwyczaj przypomina to spojrzenie pani spod latarni, ktora chce wyrwac kolejnego frajera,  jak nalezy sie poruszac, czyli kurs profesjonalnego chodzenia i zachowania na scenie, a takze jakie stosowac DIETY... Czy to nie chore?
Jedna z matek wylicza, ile i na co trzeba poswiecic kasy.
Oczywiscie kazdorazowe zapisanie corki na konkurs kosztuje okolo 400 dolcow, do tego wspomniane wyzej kursy, za ktore tez trzeba zaplacic, no i oczywiscie kiecka, bo kukielke nalezy rowniez przyodziac.... Stroj mozna dostac juz za 300-400 dolarow, jesli jednak chcemy by dziecko blyszczalo na tle innych rywalek, nalezy sie liczyc nawet z kosztem rzedu 4 000 dolarow za jedna sukienke! Plus fryzjer, kosmetyczka, solarium, manicure, pedicure, czy wspomniane juz wybielanie zebow...


Takie dziewczynki, a raczej przerobione na dorosle kobiety ofiary wlasnych matek, nie przypominaja juz dzieci. To male lolitki dysponujace wszystkimi atrybutami kroliczkow "Playboya", brakuje tylko silikonowych cyckow, kwasu hialuronowego bądź kolagenu w dziobie no i oczywiscie botoxu, ale wszystko jeszcze przed nimi, a pedofile zacieraja raczki :)
Wiele dzieci nie chce jednak brac udzialu w takich szopkach, ale czy maja duzo do powiedzenia? Najwazniejsze, ze mamusia chce zaspokoic swoje chore, niespelnione ambicje i kompleksy kosztem swojej pociechy...

http://www.moda-online.pl/moda/kolekcje/2010/03/mala_miss3.jpg

Ostatnio bylo glosno, kiedy to jedna taka "madra" mamusia dawala swojej corce wysokokofeinowy soczek, mieszanke Mountain Dew i Red Bulla, by dziecko mialo energie... Dla mamy oczywiscie brawa za pomyslowosc.
Z innego zrodla (Mila) wiem, ze jednej dziewczynce wybili wszystkie zeby, tylko po to by wstawic jej piekna, blyszczaca plastikowa szuflade... Czy to nie podchodzi juz pod paragraf, jako umyslne spowodowanie kalectwa??!
I pewnie takie karygodne dzialania mozna i mnozyc, tylko sie glosno o tym nie mowi...
A czy te male sztuczne potworki sa takie piekne? To juz kwestia gustu. Ja cenie sobie naturalnosc, zwlaszcza u dzieci. Sztuczne usmiechy, udawane pozy, mizdrzenie sie na zawolanie, wywoluje u mnie odruch wymiotny...
Spotkanie  takiego "dziecka" na ulicy nie przyprawilo by mnie o zachwyt, a raczej o strach, gdyz przymopinaja mi swym wygladem thrillerowska laleczke Chucki...

milego dnia...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz