Po ostatnich postach, dosc nieprzyjemnych, ale które mimo to napisać musiałam, bedzie chwila odprezenia i relaksu...
Dzis bedzie cos w rodzaju wędrówki w czasie, a konkretnie do okresu, w którym to Kate Blade była najszczęśliwsza osoba pod słońcem...
Tego czasu nie da sie zapomnieć i w żaden sposób wymazać z pamięci, to czas, kiedy wszystko było piękne, barwne i eteryczne z cudownym śpiewem wróżek w tle...
Dzieciństwo, bo o nim mowa, najbardziej magiczny okres mojego zycia.
Postaram sie przyblizyc Wam, choć fragment tego mojego małego raju, gdyż całości nie byłabym w stanie słowami ogarnąć...
Chyba najlepszym urywkiem tego okresu, beda wakacje.
Odkąd pamietam czas wolny od nauki spedzalam zawsze z siostra Asia u prababci, ktora mieszkała na Olszynce w Gdańsku dolnym ;)
Było tam zawsze dużo kotów, a wiadomo koty to dla mnie raj i pies Luka.
Przyjeżdzali do nas dziadkowie i rodzice i tak wspólnie spedzalismy czas, na rożnych pracach ogrodowo-działkowych, bo dzialeczka tez była.
Pamietam nasza szklarnie, ktora wspólnie zbudował dziadek i tata, no i ja z siostra oczywiście tez "pomagalysmy" ;)
Nieopodal stał wielki barakowoz, który służył do przechowywania rożnych narzędzi, typu lopaty, grabie, haczki itp. Służył on rownież do zabawy w dom ;)
Koło barakowozu stał olbrzymi kociolek z woda, ktora dziadek podlewal pomidorki w szklarni, kiedy woda stała dosc dlugo zaczynała zyc własnym życiem, plywaly w nim wtedy kijanki, larwy komarow i wazek, które oczywiście tez służyły do zabawy...
Robilysmy często cos w rodzaju zawodów, ktora z nas nalapie tych larw wiecej, były tez jakieś czerwone mini wężowidla, a ze złapać było je niezmiernie trudno były punktowane podwójnie ;)
Jak sie po latach dowiedziałam, prababcia topila w tym kotle, tez kociaki... Na usprawiedliwienie dodam tylko, ze 25 lat temu nie było czegoś takiego jak kastracje i sterylizacje, wiec człowiek musiał sam martwić sie o kontrolowanie populacji, czego oczywiście nie popieram.
Jednym z ulubionych zajęć było zbieranie bursztynow, gdyż na tych terenach było ich mnóstwo, zwłaszcza po deszczu łatwo było je wypatrzec.
Bardzo fajnie tez wspominam lazenie po drzewach, a byłam w tym naprawdę dobra ;)
Rosły tam takie maleńkie kwasne jabluszka, którymi obzeralam sie na maksa, aż do bólu brzucha...
No i oczywiście jeśli dzieciństwo, to i niezapomniane "skakanie w gumę."
Najlepsza zawsze była nasza sąsiadka Dorota, ktora serdecznie pozdrawiam ;)
Szkoda, ze ta zabawa przeszła dzis do lamusa, bo gdzie teraz dziewczynki bedą skakac i sie męczyć... każda musi wyglądać jak Hannah Montana...
I o tym jak fajnie było chodzić nad kanał i karmić labedzie. W domu kroilo sie chlebek w kosteczke, a potem frajda na całego, gdy labedzie go zjadaly. Zwykle karmienie łabędzi wydaje sie teraz czymś normalnym, wtedy było to dla mnie wielkim przeżyciem ;)
Nawet zwykle pójście do sklepu było jak przygoda, bo sklepik był dosc daleko, a potem powrót i szczęście na twarzy, bo miało sie w kieszeni spory zapas gum do żucia ;)
Cudowne czasy, takie proste a mimo to szczęśliwe. Wystarczyło położyć
sie na łące, zamknąć oczy i juz było sie w innym świecie, spokojnym, cichym, przyjaznym, za którym bardzo tęsknię :(
Pozostały mi tylko wspomnienia, których mi nikt nie zabierze...
Miłego dnia...




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz