Ostatnio bylo troche wspomnien dotyczacych starych programow telewizyjnych i przy okazji wyszedl temat zwiazany ze sprzetami... Magnetofony i kasety, ktore trzeba bylo przewijac olowkiem :)
Stare dobre czasy, z dzisiejszej perspektywy jakze ubogie, a mimo to swietne! Ale sprzety z tamtej epoki to nie tylko magnetofony... Pamietam jak dzis moj pierwszy komputer Commodore 64 i te wszystkie kasetowe gry, w ktore gralo sie calymi dniami, jak tylko uporalo sie ze szkola i pracami domowymi.
Niezapomniane gry typu Barbarian, czyli walka na miecze, plus obcinanie lbow :
Tetris, Arkanoid, Pac Man, Dizzy i jeszcze kupa innych super gier, ktore wspomina sie z rozrzewnieniem... i teraz, jak po latach ogladam je na forach poswieconym starym grom, widze jak kiepska byla wtedy grafika i jak to wszysto wygladalo prymitywnie, jednak nie przeszkadzalo to wowczas wcale, liczyla sie tylko swietna zabawa...
Tu mozecie sie troche posmiac:
http://gry.wp.pl/galeria/30-najwazniejszych-gier-na-commodore-64-wedlug-czytelnikow-imperium-gier,179799/7.html
No i te joysticki, ktore po intensywnej zabawie ladowaly w szafie taty, ktory lubil bawic sie w ich naprawianie :)
Juz nawet nie potrafie zliczyc jak wiele ich bylo, i gdzies tam pewnie jeszcze w domu leza...
Nieodzownym dodatkiem do komputera byl magnetofon, mozna powiedziec najwazniejsza czesc calosci, bo to wlasnie tam wkladalo sie te gry. Srubokretem nastawialo sie "czystosc glowicy" i juz za chwile mozna bylo szalec dalej. Grali wszyscy, ja z siostra, mama, tata, czesto przychodzili koledzy, bo w okresie dziecinstwa to z nimi glownie sie przyjaznilam i tak wspolnie spedzalo sie wolny czas.
Zaopatrzycielem w kasety byl tata, ktory lubil grac w gry chyba nawet bardziej niz my, ale nie nalezy sie dziwic, w koncu za jego czasow byly tylko gry planszowe, ktore zreszta tez bardzo lubilam...
Po Commodorze 64 przyszedl czas na cos bardziej nowoczesnego, czyli Pegasus.
Tak to wygladalo:
Dostalysmy wraz siostra to cudenko na gwiazdke, to byl najpiekniejszy prezent gwiazdkowy, jaki w zyciu dostalam :)
Pamietam jak gralysmy az do poznej nocy, potem kilka godzin snu i rankiem kontynuacja. Kultowa gra byl wtedy Mario Bros. Z wypiekami na twarzach pokonywalysmy kolejne etapy, by w koncu uwolnic krolewne z rak Koopy :)
To byly wspaniale czasy, gdyz komputeryzacja dopiero sie rozwijala. Wszystko bylo nowoscia i czyms niezwyklym.
Dzis praktycznie postep jest tak ogromny, ze raczej ciezko zaskoczyc nas czyms nowym...
Bardzo sie ciesze, ze wyroslam wlasnie w tych latach, bo mozna powiedziec, my wszyscy urodzeni w latach 80-90 jestesmy prekursorami dzisiejszego sprzetu typu playstation, czy innych, zaawansowanych gier komputerowych.
Zamilowanie do gier pozostalo do dzis. Czesto mozna przylapac mnie wlasnie na tym zajeciu, bo ktorz z nas nie lubi sobie czasem powalczyc, chocby wirtualnie :)
Milego dnia...
Swiat widziany oczami Kate Blade, czyli spostrzezenia na temat otaczajacej nas rzeczywistosci...
środa, 29 lutego 2012
poniedziałek, 27 lutego 2012
I jest cool...
Mialo nie byc o glupotach, ale jak tu nie napisac czegos glupiego, skoro caly czas atakuja nas glupotami... I o tym jakimi bzdurami raczy nas telewizja.
Jakis czas temu bylo glosno o smierci Hanki, ktora wjechala w kartony, nawet jesli ktos nie oglada serialowych tasiemcow, z pewnoscia wie o czym mowa. Teraz z kolei hitem stala sie smierc klanowego Ryska. Rozpisuja sie o tym nawet w wiadomosciach...
Czy to nie idiotyczne, jak szydzi sie ze smierci, ktora powinna byc traktowana z powaga i szacunkiem, zwlaszcza dla zmarlego?
Czy naprawde nie ma juz o czym robic programow i filmow? Dlaczego ludzie zadowalaja sie tak mialkimi tematami? I moge takich podobnych pytan zadac tysiace...
Telewizja zaczyna ksztaltowac ludzi juz od najmlodszych lat... Mlodym mozgom serwuje sie regularne dawki przemocy. Jestem szczegolnie w temacie, bo widze jak ciezko jest mi dobrac bajke dla mojego dziecka... Mam kilka kanalow, a naprawde nie jest to proste zadanie. Rzadko zdarza sie jakas fajna kreskowka, w ktorej nie ma przemocy czy okrucienstwa...
Gdzie podzialy sie te wszystkie przyjazne dziecku bajki jak Pszczolka Maja, Krecik, Smerfy?
Gdzie jest jakis program typu kultowe Domowe Przedszkole, ktore kazdego ranka ogladalam z otwarta paszcza? Gdzie Halabala, gdzie Malgorzatka, czy Pani Kredka, nie wspomne juz o Kulfonie i Monice, badz Tik-Taku...
Moze lata 80-90 nie byly jakos super specjalnie poprawne, bo zycie nikogo nie rozpieszczalo i nie raz slyszalam jak to bylo, gdy wszystko dostawalo sie na kartki, a w sklepach byla zywnosc tylko dla specjalnych, tych "lepszych" klientow, ale pamietam jaka to byla frajda, kiedy szlo sie z dziadkami, badz rodzicami do Pewexu, czy Baltony po lalke Barbie i klocki lego :))
No, ale troszke sie rozmarzylam i zboczylam z tematu, bo nie o tym mialo byc...
Wracajac do telewizji, niegdys sluzacej do propagandy, dzis w duzym stopniu do oglupiania mas i robienia z ich mozgow galaretki czy tez wody...
Wszystko sluzy do zamydlania ludziom oczu, odciagania od faktycznych, powaznych spraw, takich jak kryzys gospodarczy, czy stale pogarszajaca sie sytuacja w kraju i nie tylko tam...
Nie stawia sie na jakosc, a na chlam. Najwazniejsze jest to, by zgromadzic przed telewizorami jak najwieksza ilosc odbiorcow, najlepiej takich z leniwymi mozgami, ktorzy nie zastanawiaja sie zbytnio, co wlasciwie ogladaja, najwazniejsze by byly dupa, cycki i dobra zabawa i biznes sie kreci...
Wystarczy spojrzec jakich mamy celebrytow. Dawniej by zaistniec w showbiznesie, trzeba bylo wykazac sie jakims talentem... Dzis wystarczy nagrac sex video i juz jest sie rozpoznawanym na calym swiecie.
No ale juz nie narzekam, w koncu wiekszosci sie to podoba, wiec pozostaje mi jedynie lawirowanie pilotem pomiedzy tymi bardziej rozwojowymi i ambitniejszymi kanalami... Zawsze ostatecznie mozna telewizor wylaczyc i poczytac sobie ksiazke :)
Milego dnia...
Jakis czas temu bylo glosno o smierci Hanki, ktora wjechala w kartony, nawet jesli ktos nie oglada serialowych tasiemcow, z pewnoscia wie o czym mowa. Teraz z kolei hitem stala sie smierc klanowego Ryska. Rozpisuja sie o tym nawet w wiadomosciach...
Czy to nie idiotyczne, jak szydzi sie ze smierci, ktora powinna byc traktowana z powaga i szacunkiem, zwlaszcza dla zmarlego?
Czy naprawde nie ma juz o czym robic programow i filmow? Dlaczego ludzie zadowalaja sie tak mialkimi tematami? I moge takich podobnych pytan zadac tysiace...
Telewizja zaczyna ksztaltowac ludzi juz od najmlodszych lat... Mlodym mozgom serwuje sie regularne dawki przemocy. Jestem szczegolnie w temacie, bo widze jak ciezko jest mi dobrac bajke dla mojego dziecka... Mam kilka kanalow, a naprawde nie jest to proste zadanie. Rzadko zdarza sie jakas fajna kreskowka, w ktorej nie ma przemocy czy okrucienstwa...
Gdzie podzialy sie te wszystkie przyjazne dziecku bajki jak Pszczolka Maja, Krecik, Smerfy?
Gdzie jest jakis program typu kultowe Domowe Przedszkole, ktore kazdego ranka ogladalam z otwarta paszcza? Gdzie Halabala, gdzie Malgorzatka, czy Pani Kredka, nie wspomne juz o Kulfonie i Monice, badz Tik-Taku...
Moze lata 80-90 nie byly jakos super specjalnie poprawne, bo zycie nikogo nie rozpieszczalo i nie raz slyszalam jak to bylo, gdy wszystko dostawalo sie na kartki, a w sklepach byla zywnosc tylko dla specjalnych, tych "lepszych" klientow, ale pamietam jaka to byla frajda, kiedy szlo sie z dziadkami, badz rodzicami do Pewexu, czy Baltony po lalke Barbie i klocki lego :))
No, ale troszke sie rozmarzylam i zboczylam z tematu, bo nie o tym mialo byc...
Wracajac do telewizji, niegdys sluzacej do propagandy, dzis w duzym stopniu do oglupiania mas i robienia z ich mozgow galaretki czy tez wody...
Wszystko sluzy do zamydlania ludziom oczu, odciagania od faktycznych, powaznych spraw, takich jak kryzys gospodarczy, czy stale pogarszajaca sie sytuacja w kraju i nie tylko tam...
Nie stawia sie na jakosc, a na chlam. Najwazniejsze jest to, by zgromadzic przed telewizorami jak najwieksza ilosc odbiorcow, najlepiej takich z leniwymi mozgami, ktorzy nie zastanawiaja sie zbytnio, co wlasciwie ogladaja, najwazniejsze by byly dupa, cycki i dobra zabawa i biznes sie kreci...
Wystarczy spojrzec jakich mamy celebrytow. Dawniej by zaistniec w showbiznesie, trzeba bylo wykazac sie jakims talentem... Dzis wystarczy nagrac sex video i juz jest sie rozpoznawanym na calym swiecie.
No ale juz nie narzekam, w koncu wiekszosci sie to podoba, wiec pozostaje mi jedynie lawirowanie pilotem pomiedzy tymi bardziej rozwojowymi i ambitniejszymi kanalami... Zawsze ostatecznie mozna telewizor wylaczyc i poczytac sobie ksiazke :)
Milego dnia...
sobota, 25 lutego 2012
Skazane za niewinność...
Długo zastanawiałam sie o czym by tu napisać kolejnego posta, gdyż staram sie pisac o rzeczach raczej poważnych niz głupich, choć pewnie i nie raz o jakichś glupotach było... Jak juz pewnie zdążyłam wspomnieć, interesują mnie bardzo programy dokumentalne, zwłaszcza te, które traktują o życiu codziennym, w jakże różnym wydaniu.
Kiedys ogladalam taki wlasnie program, chyba na "dwojce". Dotyczyl on macierzynstwa za wieziennymi kratami. Bohaterkami dokumentu byly wybrane kobiety ciezarne, badz takie, ktore posiadaly juz dziecko.
Kobiety zostaly skazane na pobyt w wiezieniu za roznego rodzaju przestepstwa, takie jak: kradzieze, przestepstwa gospodarcze, pobicia a nawet zabojstwa.
W Polsce sa tylko dwa takie wiezienia, w ktorych kobieta moze odbywac kare wraz ze swoim dzieckiem. W Grudziadzu, gdzie znajduje sie izba porodowa i oddzial polozniczy i w Krzywancu...
Do pierwszego trafiaja kobiety w siodmym lub dalszym miesiacu ciazy. Tam kobieta moze zatrzymac dziecko do 6 miesiaca zycia, choc zdarza sie czesto, ze dziecko pozostaje z matka do dwoch lat. Jesli natomiast kobieta chce zachowac dziecko dluzej, a jej okres kary nie zakonczyl sie, zostaje przeniesiona wraz z dzieckiem do wspomnianego juz drugiego wiezienia w Krzywancu. Tam moze wychowywac dziecko do trzeciego roku zycia, za zgoda sadu nawet do czterech lat. I tu sad okazuje sie miec serce, bo z reguly bardzo rzadko zdarza sie, by rozpatrzyl pozew negatywnie.
Niestety czwarte urodziny sa juz ostatnimi spedzanymi wraz z matka. Jesli kobieta nie zakonczyla odsiadywania kary a dziecko osiagnelo juz "limitowy wiezienny wiek", zostaje odebrane matce i przeniesione do rodziny, do adopcji, badz do domu dziecka. Matka zas na inny oddzial lub do innego zakladu...
Jak tam jest?
Taki zaklad karny jest zupelnie inny niz normalne, ktore pewnie nie raz mieliscie okazje zobaczyc np. w telewizji czy na filmach.
Jest bardzo kolorowy. Na scianach sa tapety, na podlodze dywany, zamiast prycz wygodne tapczany. Dzieci maja swoje lozeczka, mnostwo zabawek i innych bajerow. Tu nawet kraty sa kolorowe, a pracownicy wiezienia chodza w cywilnych ubraniach :)
Na zewnatrz znajduja sie place zabaw i dwa przedszkola, a wszystko otoczone zielenia i ogrodzone od miasta wysokim murem, jednak juz bez drutu kolczastego. Czasem zdarza sie, ze za zgoda matek, dzieci zabierane sa za mur na kilka chwil, by mogly liznac tego innego wolnego zycia...
Kobiety zyja wedlug ustalonego planu dnia. Godzina szosta pobudka, potem apel i prysznic. Dzieci ida do przedszkola a kobiety na cztery godziny do pracy. Po dwunastej odbieraja dzieci i zajmuja sie zwyczajnymi kobiecymi obowiazkami typu gotowanie, pranie, sprzatanie, prasowanie...
Jednak to nie to samo co byc wolnym, dlatego kazda kobieta z niecierpliwoscia czeka na przepustke, by wraz z dzieciatkiem odwiedzic rodzine i bliskich.
Taka resocjalizacja przez macierzynstwo jest dla mnie czyms wspanialym, bo nie ma chyba nic gorszego niz pozbawienie mlodej matki opieki nad dzieckiem i pozbawienia dziecka matczynej milosci. Oczywiscie sa sytuacje ekstremalne, ale o tym moze innym razem...
I jeszcze na koniec zacytuje pania psycholog Marie Łopatkowa: "Najtrudniej wymierzyć sprawiedliwość matce, nie krzywdząc dziecka. Skoro nie może ono odpowiadać za błędy matki, powinno ponieść jak najmniejsze ich konsekwencje."
Milego weekendu...
Kiedys ogladalam taki wlasnie program, chyba na "dwojce". Dotyczyl on macierzynstwa za wieziennymi kratami. Bohaterkami dokumentu byly wybrane kobiety ciezarne, badz takie, ktore posiadaly juz dziecko.
Kobiety zostaly skazane na pobyt w wiezieniu za roznego rodzaju przestepstwa, takie jak: kradzieze, przestepstwa gospodarcze, pobicia a nawet zabojstwa.
W Polsce sa tylko dwa takie wiezienia, w ktorych kobieta moze odbywac kare wraz ze swoim dzieckiem. W Grudziadzu, gdzie znajduje sie izba porodowa i oddzial polozniczy i w Krzywancu...
Do pierwszego trafiaja kobiety w siodmym lub dalszym miesiacu ciazy. Tam kobieta moze zatrzymac dziecko do 6 miesiaca zycia, choc zdarza sie czesto, ze dziecko pozostaje z matka do dwoch lat. Jesli natomiast kobieta chce zachowac dziecko dluzej, a jej okres kary nie zakonczyl sie, zostaje przeniesiona wraz z dzieckiem do wspomnianego juz drugiego wiezienia w Krzywancu. Tam moze wychowywac dziecko do trzeciego roku zycia, za zgoda sadu nawet do czterech lat. I tu sad okazuje sie miec serce, bo z reguly bardzo rzadko zdarza sie, by rozpatrzyl pozew negatywnie.
Niestety czwarte urodziny sa juz ostatnimi spedzanymi wraz z matka. Jesli kobieta nie zakonczyla odsiadywania kary a dziecko osiagnelo juz "limitowy wiezienny wiek", zostaje odebrane matce i przeniesione do rodziny, do adopcji, badz do domu dziecka. Matka zas na inny oddzial lub do innego zakladu...
Jak tam jest?
Taki zaklad karny jest zupelnie inny niz normalne, ktore pewnie nie raz mieliscie okazje zobaczyc np. w telewizji czy na filmach.
Jest bardzo kolorowy. Na scianach sa tapety, na podlodze dywany, zamiast prycz wygodne tapczany. Dzieci maja swoje lozeczka, mnostwo zabawek i innych bajerow. Tu nawet kraty sa kolorowe, a pracownicy wiezienia chodza w cywilnych ubraniach :)
Na zewnatrz znajduja sie place zabaw i dwa przedszkola, a wszystko otoczone zielenia i ogrodzone od miasta wysokim murem, jednak juz bez drutu kolczastego. Czasem zdarza sie, ze za zgoda matek, dzieci zabierane sa za mur na kilka chwil, by mogly liznac tego innego wolnego zycia...
Kobiety zyja wedlug ustalonego planu dnia. Godzina szosta pobudka, potem apel i prysznic. Dzieci ida do przedszkola a kobiety na cztery godziny do pracy. Po dwunastej odbieraja dzieci i zajmuja sie zwyczajnymi kobiecymi obowiazkami typu gotowanie, pranie, sprzatanie, prasowanie...
Jednak to nie to samo co byc wolnym, dlatego kazda kobieta z niecierpliwoscia czeka na przepustke, by wraz z dzieciatkiem odwiedzic rodzine i bliskich.
Taka resocjalizacja przez macierzynstwo jest dla mnie czyms wspanialym, bo nie ma chyba nic gorszego niz pozbawienie mlodej matki opieki nad dzieckiem i pozbawienia dziecka matczynej milosci. Oczywiscie sa sytuacje ekstremalne, ale o tym moze innym razem...
I jeszcze na koniec zacytuje pania psycholog Marie Łopatkowa: "Najtrudniej wymierzyć sprawiedliwość matce, nie krzywdząc dziecka. Skoro nie może ono odpowiadać za błędy matki, powinno ponieść jak najmniejsze ich konsekwencje."
Milego weekendu...
środa, 22 lutego 2012
Magia w czystej postaci...
Po ostatnich postach, dosc nieprzyjemnych, ale które mimo to napisać musiałam, bedzie chwila odprezenia i relaksu...
Dzis bedzie cos w rodzaju wędrówki w czasie, a konkretnie do okresu, w którym to Kate Blade była najszczęśliwsza osoba pod słońcem...
Tego czasu nie da sie zapomnieć i w żaden sposób wymazać z pamięci, to czas, kiedy wszystko było piękne, barwne i eteryczne z cudownym śpiewem wróżek w tle...
Dzieciństwo, bo o nim mowa, najbardziej magiczny okres mojego zycia.
Postaram sie przyblizyc Wam, choć fragment tego mojego małego raju, gdyż całości nie byłabym w stanie słowami ogarnąć...
Chyba najlepszym urywkiem tego okresu, beda wakacje.
Odkąd pamietam czas wolny od nauki spedzalam zawsze z siostra Asia u prababci, ktora mieszkała na Olszynce w Gdańsku dolnym ;)
Było tam zawsze dużo kotów, a wiadomo koty to dla mnie raj i pies Luka.
Przyjeżdzali do nas dziadkowie i rodzice i tak wspólnie spedzalismy czas, na rożnych pracach ogrodowo-działkowych, bo dzialeczka tez była.
Pamietam nasza szklarnie, ktora wspólnie zbudował dziadek i tata, no i ja z siostra oczywiście tez "pomagalysmy" ;)
Nieopodal stał wielki barakowoz, który służył do przechowywania rożnych narzędzi, typu lopaty, grabie, haczki itp. Służył on rownież do zabawy w dom ;)
Koło barakowozu stał olbrzymi kociolek z woda, ktora dziadek podlewal pomidorki w szklarni, kiedy woda stała dosc dlugo zaczynała zyc własnym życiem, plywaly w nim wtedy kijanki, larwy komarow i wazek, które oczywiście tez służyły do zabawy...
Robilysmy często cos w rodzaju zawodów, ktora z nas nalapie tych larw wiecej, były tez jakieś czerwone mini wężowidla, a ze złapać było je niezmiernie trudno były punktowane podwójnie ;)
Jak sie po latach dowiedziałam, prababcia topila w tym kotle, tez kociaki... Na usprawiedliwienie dodam tylko, ze 25 lat temu nie było czegoś takiego jak kastracje i sterylizacje, wiec człowiek musiał sam martwić sie o kontrolowanie populacji, czego oczywiście nie popieram.
Jednym z ulubionych zajęć było zbieranie bursztynow, gdyż na tych terenach było ich mnóstwo, zwłaszcza po deszczu łatwo było je wypatrzec.
Bardzo fajnie tez wspominam lazenie po drzewach, a byłam w tym naprawdę dobra ;)
Rosły tam takie maleńkie kwasne jabluszka, którymi obzeralam sie na maksa, aż do bólu brzucha...
No i oczywiście jeśli dzieciństwo, to i niezapomniane "skakanie w gumę."
Najlepsza zawsze była nasza sąsiadka Dorota, ktora serdecznie pozdrawiam ;)
Szkoda, ze ta zabawa przeszła dzis do lamusa, bo gdzie teraz dziewczynki bedą skakac i sie męczyć... każda musi wyglądać jak Hannah Montana...
I o tym jak fajnie było chodzić nad kanał i karmić labedzie. W domu kroilo sie chlebek w kosteczke, a potem frajda na całego, gdy labedzie go zjadaly. Zwykle karmienie łabędzi wydaje sie teraz czymś normalnym, wtedy było to dla mnie wielkim przeżyciem ;)
Nawet zwykle pójście do sklepu było jak przygoda, bo sklepik był dosc daleko, a potem powrót i szczęście na twarzy, bo miało sie w kieszeni spory zapas gum do żucia ;)
Cudowne czasy, takie proste a mimo to szczęśliwe. Wystarczyło położyć
sie na łące, zamknąć oczy i juz było sie w innym świecie, spokojnym, cichym, przyjaznym, za którym bardzo tęsknię :(
Pozostały mi tylko wspomnienia, których mi nikt nie zabierze...
Miłego dnia...
Dzis bedzie cos w rodzaju wędrówki w czasie, a konkretnie do okresu, w którym to Kate Blade była najszczęśliwsza osoba pod słońcem...
Tego czasu nie da sie zapomnieć i w żaden sposób wymazać z pamięci, to czas, kiedy wszystko było piękne, barwne i eteryczne z cudownym śpiewem wróżek w tle...
Dzieciństwo, bo o nim mowa, najbardziej magiczny okres mojego zycia.
Postaram sie przyblizyc Wam, choć fragment tego mojego małego raju, gdyż całości nie byłabym w stanie słowami ogarnąć...
Chyba najlepszym urywkiem tego okresu, beda wakacje.
Odkąd pamietam czas wolny od nauki spedzalam zawsze z siostra Asia u prababci, ktora mieszkała na Olszynce w Gdańsku dolnym ;)
Było tam zawsze dużo kotów, a wiadomo koty to dla mnie raj i pies Luka.
Przyjeżdzali do nas dziadkowie i rodzice i tak wspólnie spedzalismy czas, na rożnych pracach ogrodowo-działkowych, bo dzialeczka tez była.
Pamietam nasza szklarnie, ktora wspólnie zbudował dziadek i tata, no i ja z siostra oczywiście tez "pomagalysmy" ;)
Nieopodal stał wielki barakowoz, który służył do przechowywania rożnych narzędzi, typu lopaty, grabie, haczki itp. Służył on rownież do zabawy w dom ;)
Koło barakowozu stał olbrzymi kociolek z woda, ktora dziadek podlewal pomidorki w szklarni, kiedy woda stała dosc dlugo zaczynała zyc własnym życiem, plywaly w nim wtedy kijanki, larwy komarow i wazek, które oczywiście tez służyły do zabawy...
Robilysmy często cos w rodzaju zawodów, ktora z nas nalapie tych larw wiecej, były tez jakieś czerwone mini wężowidla, a ze złapać było je niezmiernie trudno były punktowane podwójnie ;)
Jak sie po latach dowiedziałam, prababcia topila w tym kotle, tez kociaki... Na usprawiedliwienie dodam tylko, ze 25 lat temu nie było czegoś takiego jak kastracje i sterylizacje, wiec człowiek musiał sam martwić sie o kontrolowanie populacji, czego oczywiście nie popieram.
Jednym z ulubionych zajęć było zbieranie bursztynow, gdyż na tych terenach było ich mnóstwo, zwłaszcza po deszczu łatwo było je wypatrzec.
Bardzo fajnie tez wspominam lazenie po drzewach, a byłam w tym naprawdę dobra ;)
Rosły tam takie maleńkie kwasne jabluszka, którymi obzeralam sie na maksa, aż do bólu brzucha...
No i oczywiście jeśli dzieciństwo, to i niezapomniane "skakanie w gumę."
Najlepsza zawsze była nasza sąsiadka Dorota, ktora serdecznie pozdrawiam ;)
Szkoda, ze ta zabawa przeszła dzis do lamusa, bo gdzie teraz dziewczynki bedą skakac i sie męczyć... każda musi wyglądać jak Hannah Montana...
I o tym jak fajnie było chodzić nad kanał i karmić labedzie. W domu kroilo sie chlebek w kosteczke, a potem frajda na całego, gdy labedzie go zjadaly. Zwykle karmienie łabędzi wydaje sie teraz czymś normalnym, wtedy było to dla mnie wielkim przeżyciem ;)
Nawet zwykle pójście do sklepu było jak przygoda, bo sklepik był dosc daleko, a potem powrót i szczęście na twarzy, bo miało sie w kieszeni spory zapas gum do żucia ;)
Cudowne czasy, takie proste a mimo to szczęśliwe. Wystarczyło położyć
sie na łące, zamknąć oczy i juz było sie w innym świecie, spokojnym, cichym, przyjaznym, za którym bardzo tęsknię :(
Pozostały mi tylko wspomnienia, których mi nikt nie zabierze...
Miłego dnia...
poniedziałek, 20 lutego 2012
Disney'owska banda...
Ze w ojczyźnie chujnia, nie muszę pisac, każdy wie... Wystarczy spojrzeć jak wielu rodaków emigruje z kraju, by moc utrzymać swoje rodziny, bądź siebie samych na lepszej stopie życiowej... Wsród moich znajomych jest ich całe mnóstwo. No, ale nie o tym chciałam dzisiaj napisać, a o sprawie, ktora wywołuje u mnie slinotok... czyli ACTA.
Temat ten ciągnie sie juz od dosc dawna i kiedy myślałam juz, ze protesty nie tylko wirtualne, ale rownież realne przyniosły zamierzony skutek, czyli NIE dla ACTA, bo przecież pierzasty kolega Mickey mouse przyznał sie do błędu i poinformował na konferencji prasowej, ze bedzie przekonywał kraje Unii Europejskiej do odrzucenia ACTA.
Wysłał juz niby w tej sprawie listy do wszystkich przewódców partii, które współpracują z PO i PSL w ramach tak zwanej Europejskiej Partii Ludowej, czyli niemieckich przydupasow Merkelowej.
Okazuje sie, ze to wszystko pic na wodę, zamydlenie ludziom oczu, w końcu nasz rząd jest mistrzem w tej dziedzinie, i smialo mógł by wziasc udział w programie "Mam talent"...
Pojawiło sie takie cos jak zjawisko ACTA bis, czyli wprowadzenie programu ACTA tylnymi drzwiami...
Powstaje nowy projekt ustawy, który ma radykalnie ograniczyć wolność w internecie...
http://www.wykop.pl/link/1047635/acta-moze-wejsc-w-innej-ustawie-acta-bis/
Czemu tak im na tym zalezy?
Odpowiedz jest prosta kasa i jeszcze raz kasa... Nasze dynki nie są w stanie ogarnąć jakie kwoty wchodzą w grę, bo ACTA to nie tylko problem wolności internetu. Cała ta machinę nakrecaja potężni lobbysci swiata, którzy do cna chcą wydusic zwykle, biedniejsze kraje.
Obrazowo, wyciskanie cytryny do ostatniej kropelki, skórke mozna wywalić, albo jeszcze ja wykorzystać. Bądź jeszcze bardziej drastyczne porównanie przerabiania Żydów na mydło, użycia ich skory do oprawy książek, a włosów na peruki, czy tez do wypychania poduszek... Bo przecież nic nie moze sie zmarnować!
Chodzi o to, by jak tu zrodlo donosi, zablokować sprzedaż tanich leków, niemarkowych części samochodowych i mnóstwo innych rzeczy codziennego użytku, które przynoszą im niewyobrażalne straty.
Rownież właściciele wielkich koncernów medialnych zyskają wiele po wprowadzeniu ACTA... Przejmą duża kontrole nad tym, co bedzie umieszczane w sieci, materiały uznane przez nich za naruszenia, bada mogli bez problemu usunac...
Tak wiec bye, bye wolność słowa i witaj cenzuro, bo raczej w ciemnych barwach to wszystko widzę...
"Porozumienia" podpisały juz 22 państwa UE... Ostateczna debata i ewentualna ratyfikacja przez Parlament Europejski ma odbyć sie w czerwcu...
Pozyjemy zobaczymy.
Miłego dnia...
Temat ten ciągnie sie juz od dosc dawna i kiedy myślałam juz, ze protesty nie tylko wirtualne, ale rownież realne przyniosły zamierzony skutek, czyli NIE dla ACTA, bo przecież pierzasty kolega Mickey mouse przyznał sie do błędu i poinformował na konferencji prasowej, ze bedzie przekonywał kraje Unii Europejskiej do odrzucenia ACTA.
Wysłał juz niby w tej sprawie listy do wszystkich przewódców partii, które współpracują z PO i PSL w ramach tak zwanej Europejskiej Partii Ludowej, czyli niemieckich przydupasow Merkelowej.
Okazuje sie, ze to wszystko pic na wodę, zamydlenie ludziom oczu, w końcu nasz rząd jest mistrzem w tej dziedzinie, i smialo mógł by wziasc udział w programie "Mam talent"...
Pojawiło sie takie cos jak zjawisko ACTA bis, czyli wprowadzenie programu ACTA tylnymi drzwiami...
Powstaje nowy projekt ustawy, który ma radykalnie ograniczyć wolność w internecie...
http://www.wykop.pl/link/1047635/acta-moze-wejsc-w-innej-ustawie-acta-bis/
Czemu tak im na tym zalezy?
Odpowiedz jest prosta kasa i jeszcze raz kasa... Nasze dynki nie są w stanie ogarnąć jakie kwoty wchodzą w grę, bo ACTA to nie tylko problem wolności internetu. Cała ta machinę nakrecaja potężni lobbysci swiata, którzy do cna chcą wydusic zwykle, biedniejsze kraje.
Obrazowo, wyciskanie cytryny do ostatniej kropelki, skórke mozna wywalić, albo jeszcze ja wykorzystać. Bądź jeszcze bardziej drastyczne porównanie przerabiania Żydów na mydło, użycia ich skory do oprawy książek, a włosów na peruki, czy tez do wypychania poduszek... Bo przecież nic nie moze sie zmarnować!
Chodzi o to, by jak tu zrodlo donosi, zablokować sprzedaż tanich leków, niemarkowych części samochodowych i mnóstwo innych rzeczy codziennego użytku, które przynoszą im niewyobrażalne straty.
Rownież właściciele wielkich koncernów medialnych zyskają wiele po wprowadzeniu ACTA... Przejmą duża kontrole nad tym, co bedzie umieszczane w sieci, materiały uznane przez nich za naruszenia, bada mogli bez problemu usunac...
Tak wiec bye, bye wolność słowa i witaj cenzuro, bo raczej w ciemnych barwach to wszystko widzę...
"Porozumienia" podpisały juz 22 państwa UE... Ostateczna debata i ewentualna ratyfikacja przez Parlament Europejski ma odbyć sie w czerwcu...
Pozyjemy zobaczymy.
Miłego dnia...
piątek, 17 lutego 2012
Wytwórnia kukiel...
Po moich ostatnich atakach na Amerykę pomyślałam, ze moze powinnam ugryźć sie w język i troche przystopowac z ocenianiem, bo w końcu to tylko moje subiektywne zdanie, nie byłam tam to nie wiem.
No i kiedy stwierdziłam, ze juz koniec z tematem Ameryki, raptem z mojej głowy wyskoczył kolejny pomysł o zgrozo... związany z Ameryka. Niestety znow nie bedzie pawich piór w dupie i fajerwekow, choć temat jak najbardziej opisem pasuje. Dzis na odstrzał pojdzie amerykański narybek i ich yntelygentne mamusie, a wszystko za sprawa kolejnego popularnego reality show o uczestniczkach dziecięcych konkursów piękności "Toddlers and Tiaras".
W takich konkursach wystepuja glownie 6-7 latki, ale sa tez i takie konkursy, gdzie wystawione sa juz nawet bobasy! Oczywiscie wszystko wypacykowane, obowiazkowo pol kilo podkladu i pudru, roz na policzkach, szminka, sztuczne rzesy, paznokcie, doczepiane loki... ale to jeszcze nic... Wiekszosc z nich chodzi reguralnie na solarium, na wybielanie zebow i jeszcze inne cholera wie jakie zabiegi upiekszajace, a wszystko po to, by zdobyc upragniona korone...
No ale "uroda" to nie wszystko. Taka plastikowa kukielka wymaga rowniez roznorakiego szkolenia typu jak suszyc zeby w jokerowym usmiechu, jak patrzyc na jury... zazwyczaj przypomina to spojrzenie pani spod latarni, ktora chce wyrwac kolejnego frajera, jak nalezy sie poruszac, czyli kurs profesjonalnego chodzenia i zachowania na scenie, a takze jakie stosowac DIETY... Czy to nie chore?
Jedna z matek wylicza, ile i na co trzeba poswiecic kasy.
Oczywiscie kazdorazowe zapisanie corki na konkurs kosztuje okolo 400 dolcow, do tego wspomniane wyzej kursy, za ktore tez trzeba zaplacic, no i oczywiscie kiecka, bo kukielke nalezy rowniez przyodziac.... Stroj mozna dostac juz za 300-400 dolarow, jesli jednak chcemy by dziecko blyszczalo na tle innych rywalek, nalezy sie liczyc nawet z kosztem rzedu 4 000 dolarow za jedna sukienke! Plus fryzjer, kosmetyczka, solarium, manicure, pedicure, czy wspomniane juz wybielanie zebow...
Takie dziewczynki, a raczej przerobione na dorosle kobiety ofiary wlasnych matek, nie przypominaja juz dzieci. To male lolitki dysponujace wszystkimi atrybutami kroliczkow "Playboya", brakuje tylko silikonowych cyckow, kwasu hialuronowego bądź kolagenu w dziobie no i oczywiscie botoxu, ale wszystko jeszcze przed nimi, a pedofile zacieraja raczki :)
Wiele dzieci nie chce jednak brac udzialu w takich szopkach, ale czy maja duzo do powiedzenia? Najwazniejsze, ze mamusia chce zaspokoic swoje chore, niespelnione ambicje i kompleksy kosztem swojej pociechy...
http://www.moda-online.pl/moda/kolekcje/2010/03/mala_miss3.jpg
Ostatnio bylo glosno, kiedy to jedna taka "madra" mamusia dawala swojej corce wysokokofeinowy soczek, mieszanke Mountain Dew i Red Bulla, by dziecko mialo energie... Dla mamy oczywiscie brawa za pomyslowosc.
Z innego zrodla (Mila) wiem, ze jednej dziewczynce wybili wszystkie zeby, tylko po to by wstawic jej piekna, blyszczaca plastikowa szuflade... Czy to nie podchodzi juz pod paragraf, jako umyslne spowodowanie kalectwa??!
I pewnie takie karygodne dzialania mozna i mnozyc, tylko sie glosno o tym nie mowi...
A czy te male sztuczne potworki sa takie piekne? To juz kwestia gustu. Ja cenie sobie naturalnosc, zwlaszcza u dzieci. Sztuczne usmiechy, udawane pozy, mizdrzenie sie na zawolanie, wywoluje u mnie odruch wymiotny...
Spotkanie takiego "dziecka" na ulicy nie przyprawilo by mnie o zachwyt, a raczej o strach, gdyz przymopinaja mi swym wygladem thrillerowska laleczke Chucki...
milego dnia...
No i kiedy stwierdziłam, ze juz koniec z tematem Ameryki, raptem z mojej głowy wyskoczył kolejny pomysł o zgrozo... związany z Ameryka. Niestety znow nie bedzie pawich piór w dupie i fajerwekow, choć temat jak najbardziej opisem pasuje. Dzis na odstrzał pojdzie amerykański narybek i ich yntelygentne mamusie, a wszystko za sprawa kolejnego popularnego reality show o uczestniczkach dziecięcych konkursów piękności "Toddlers and Tiaras".
W takich konkursach wystepuja glownie 6-7 latki, ale sa tez i takie konkursy, gdzie wystawione sa juz nawet bobasy! Oczywiscie wszystko wypacykowane, obowiazkowo pol kilo podkladu i pudru, roz na policzkach, szminka, sztuczne rzesy, paznokcie, doczepiane loki... ale to jeszcze nic... Wiekszosc z nich chodzi reguralnie na solarium, na wybielanie zebow i jeszcze inne cholera wie jakie zabiegi upiekszajace, a wszystko po to, by zdobyc upragniona korone...
No ale "uroda" to nie wszystko. Taka plastikowa kukielka wymaga rowniez roznorakiego szkolenia typu jak suszyc zeby w jokerowym usmiechu, jak patrzyc na jury... zazwyczaj przypomina to spojrzenie pani spod latarni, ktora chce wyrwac kolejnego frajera, jak nalezy sie poruszac, czyli kurs profesjonalnego chodzenia i zachowania na scenie, a takze jakie stosowac DIETY... Czy to nie chore?
Jedna z matek wylicza, ile i na co trzeba poswiecic kasy.
Oczywiscie kazdorazowe zapisanie corki na konkurs kosztuje okolo 400 dolcow, do tego wspomniane wyzej kursy, za ktore tez trzeba zaplacic, no i oczywiscie kiecka, bo kukielke nalezy rowniez przyodziac.... Stroj mozna dostac juz za 300-400 dolarow, jesli jednak chcemy by dziecko blyszczalo na tle innych rywalek, nalezy sie liczyc nawet z kosztem rzedu 4 000 dolarow za jedna sukienke! Plus fryzjer, kosmetyczka, solarium, manicure, pedicure, czy wspomniane juz wybielanie zebow...
Takie dziewczynki, a raczej przerobione na dorosle kobiety ofiary wlasnych matek, nie przypominaja juz dzieci. To male lolitki dysponujace wszystkimi atrybutami kroliczkow "Playboya", brakuje tylko silikonowych cyckow, kwasu hialuronowego bądź kolagenu w dziobie no i oczywiscie botoxu, ale wszystko jeszcze przed nimi, a pedofile zacieraja raczki :)
Wiele dzieci nie chce jednak brac udzialu w takich szopkach, ale czy maja duzo do powiedzenia? Najwazniejsze, ze mamusia chce zaspokoic swoje chore, niespelnione ambicje i kompleksy kosztem swojej pociechy...
http://www.moda-online.pl/moda/kolekcje/2010/03/mala_miss3.jpg
Ostatnio bylo glosno, kiedy to jedna taka "madra" mamusia dawala swojej corce wysokokofeinowy soczek, mieszanke Mountain Dew i Red Bulla, by dziecko mialo energie... Dla mamy oczywiscie brawa za pomyslowosc.
Z innego zrodla (Mila) wiem, ze jednej dziewczynce wybili wszystkie zeby, tylko po to by wstawic jej piekna, blyszczaca plastikowa szuflade... Czy to nie podchodzi juz pod paragraf, jako umyslne spowodowanie kalectwa??!
I pewnie takie karygodne dzialania mozna i mnozyc, tylko sie glosno o tym nie mowi...
A czy te male sztuczne potworki sa takie piekne? To juz kwestia gustu. Ja cenie sobie naturalnosc, zwlaszcza u dzieci. Sztuczne usmiechy, udawane pozy, mizdrzenie sie na zawolanie, wywoluje u mnie odruch wymiotny...
Spotkanie takiego "dziecka" na ulicy nie przyprawilo by mnie o zachwyt, a raczej o strach, gdyz przymopinaja mi swym wygladem thrillerowska laleczke Chucki...
milego dnia...
poniedziałek, 13 lutego 2012
Big brother patrzy...
Zabawne. Każdego dnia myśle, ze nie znajde juz fajnego tematu na kolejnego posta, a tu za każdym razem big surprise... Ciekawe newsy rzucają sie na monitor same ;)
Myślałam, ze juz nic nie jest w stanie mnie zaskoczyć, a tu sie okazuje, ze jednak sie mylę... Mowisz, masz. Dziś z serii wielki brat patrzy...
Ameryka lubi najeżdżać inne kraje, jak nie bomba potraktuje, to ACTA zesle... Przeklęte panoszace sie państwo. Niech sobie za oceanem cenzuruje a od Europy wara, szkoda tylko, ze tak wiele państw trzyma im prosciutko paluszek w dupie. Jak to koleżanka wspomniała, chyba lubią czekoladę...
A media? Zamiast próbować cos zrobić zajmują sie nagonkami i glupotami, tylko po to by odsunąć społeczeństwo od faktycznego problemu. Im to na rękę, zrobić z ludzi bydło, założyć na oczy klapki, zatkac sianem usta... Kiedy juz to im sie uda, wtedy bedą panami, a raczej pieprzonymi pacholkami amerykańskimi. I o tym jak to role lubią sie zmieniać... Kiedyś to biali rządzili czarnymi, teraz to czarni stają sie rządzącymi... Obama, Osama brzmi podobnie i podobnie zaczyna dzialac tylko, ze ten pierwszy po kryjomu, w bialych rekawiczkach, metoda powolna, ale postepowa, i jakze skuteczna, jak choroba, ktora wyniszcza organizm, by potem zadać ostateczny cios... I nie jestem rasistka, ale ten cytat z kultowego filmu pt. "Chlopaki nie placza" jakze wspaniale ujmuje cala sytuacje:
- A więc uważnie mnie posłuchaj Bolek. Byłeś w Stanach?
- Nie
- No właśnie, a ja znam kogoś kto był i opowiedział mi to i owo. Wiesz skąd się wzięli czarni w Ameryce?
- Z Afryki?
- No właśnie, handlarze niewolników przywieźli ich z Afryki. A czy ty myślisz,że to taka prosta sprawa, wysiąść na plaży w Afryce, złapać w siatkę silnego, zwinnego murzyna i wywieźć go za ocean?
- Chyba nie
- No jasne, że nie. Udało im się to, ponieważ wywozili tylko takich, co nie potrafili spierdolić przed siatką albo byli największymi głąbami w plemieniu i wódz ich sprzedawał za paczkę fajek bo i tak nie miał z nich żadnego pożytku. I ci wszyscy nieudacznicy pojechali do Ameryki. Pożenili się, porobili dzieci, świat poszedł do przodu. Pojawiły się komputery, amfetamina, samoloty ale co z tego, jeżeli ich serca pompują tę samą krew. Są potomkami człowieka który dał się złapać w siatkę na własnym podwórku. Dlatego nie uważam, że naszym chłopakom brakuje luzu, kapujesz?
Milego dnia...
Myślałam, ze juz nic nie jest w stanie mnie zaskoczyć, a tu sie okazuje, ze jednak sie mylę... Mowisz, masz. Dziś z serii wielki brat patrzy...
Ameryka lubi najeżdżać inne kraje, jak nie bomba potraktuje, to ACTA zesle... Przeklęte panoszace sie państwo. Niech sobie za oceanem cenzuruje a od Europy wara, szkoda tylko, ze tak wiele państw trzyma im prosciutko paluszek w dupie. Jak to koleżanka wspomniała, chyba lubią czekoladę...
A media? Zamiast próbować cos zrobić zajmują sie nagonkami i glupotami, tylko po to by odsunąć społeczeństwo od faktycznego problemu. Im to na rękę, zrobić z ludzi bydło, założyć na oczy klapki, zatkac sianem usta... Kiedy juz to im sie uda, wtedy bedą panami, a raczej pieprzonymi pacholkami amerykańskimi. I o tym jak to role lubią sie zmieniać... Kiedyś to biali rządzili czarnymi, teraz to czarni stają sie rządzącymi... Obama, Osama brzmi podobnie i podobnie zaczyna dzialac tylko, ze ten pierwszy po kryjomu, w bialych rekawiczkach, metoda powolna, ale postepowa, i jakze skuteczna, jak choroba, ktora wyniszcza organizm, by potem zadać ostateczny cios... I nie jestem rasistka, ale ten cytat z kultowego filmu pt. "Chlopaki nie placza" jakze wspaniale ujmuje cala sytuacje:
- A więc uważnie mnie posłuchaj Bolek. Byłeś w Stanach?
- Nie
- No właśnie, a ja znam kogoś kto był i opowiedział mi to i owo. Wiesz skąd się wzięli czarni w Ameryce?
- Z Afryki?
- No właśnie, handlarze niewolników przywieźli ich z Afryki. A czy ty myślisz,że to taka prosta sprawa, wysiąść na plaży w Afryce, złapać w siatkę silnego, zwinnego murzyna i wywieźć go za ocean?
- Chyba nie
- No jasne, że nie. Udało im się to, ponieważ wywozili tylko takich, co nie potrafili spierdolić przed siatką albo byli największymi głąbami w plemieniu i wódz ich sprzedawał za paczkę fajek bo i tak nie miał z nich żadnego pożytku. I ci wszyscy nieudacznicy pojechali do Ameryki. Pożenili się, porobili dzieci, świat poszedł do przodu. Pojawiły się komputery, amfetamina, samoloty ale co z tego, jeżeli ich serca pompują tę samą krew. Są potomkami człowieka który dał się złapać w siatkę na własnym podwórku. Dlatego nie uważam, że naszym chłopakom brakuje luzu, kapujesz?
Milego dnia...
niedziela, 12 lutego 2012
to takie proste...
Ze lubię wiedzieć co dzieje sie w Polandzie to chyba naturalne. Wczoraj kolejny news uderzył mnie w twarz i nie była to bynajmniej wieść o śmierci W. H., ktora zapewne sama sie do tego przyczyniła. Szkoda kobiety i R.I.P. dla niej.
Ale nie o tym bede sie dziś rozwodzila...
Kolejny super inteligentny wywiad z cyklu telewizja sniadaniowa w państwowej stacji dla odmiany...
Tym razem produkowala sie pani Szczuka, nasza "wybitna" polska feministka, ktora zasłynęła jak dla mnie z obrażenia i robienia z ludzi idiotów podczas jakiegoś tam teleturnieju, a także katolicki publicysta Terlikowski. Tematem był sponosoring, poruszany za sprawa nowo powstalego filmu...
I tu rozpoczela sie wymiana kontry, rozmowa, a raczej rzekłabym klotnia zaczęła przypominać debatę. Pani Szczuka wyjechała ze studentkami, uprawiającymi seks za pieniądze. I tu trzeba wkleic "rozmowę", by moc obiektywnie ocenić sytuacje:
- Kim jest współczesna prostytutka? Na marginesie zaraz przypomina mi sie pani Frykowska i jej kobieta wyzwolona :))
SZ: Są to dziewczyny, które nie mają pieniędzy. Mężczyźni mają pieniądze, dziewczyny nie. One chcą studiować, traktują to poważnie. Tu nie chodzi o klepanie biedy tylko o regularne przetrwanie po prostu. W ogóle ten podział na kobiety uczciwe i dziwki do mnie nie przemawia. Kompletnie! Chyba tak zawsze miałam. To jest po prostu praca dla nich i tam jest w tym filmie pokazany świat takiego powiedziałabym wszechstronnego prostytuowanie się wszystkich. Tak wygląda świat. One muszą przetrwać!
Jedna z nich mówi, że gdyby miała dorabiać jako kelnerka, to nie byłaby w stanie zdać dobrze egzaminów. Bo to jest na noce, ja mam tyle i tyle czasu, a tu po prostu jest szybko i... - urwała.
Ale ja nie chcę, żeby pan mówił o jakiejś dziewczynie, że jest upadła (pan T. nawet nie uzyl tego okreslenia), bo nie ma pieniędzy!
T: Nie dlatego, że nie ma pieniędzy, tylko dlatego, że się prostytuuje.
SZ: To co, ma zostać szwaczką?!
I tak sie konczy ten monolog...
Tak wiec moje drogie Panie... Nie ma kasy? Zacznijmy sobie szukac bogatych frajerow i sprawa prosta. Co do studentow (zarowno kobiet jak i mezczyzn), to chyba problem braku pieniedzy w szkolnictwie tez zostal rozwiazany. A zatem politycy nie musza zawracac sobie juz glow ta kwestia. Moga dalej spokojnie zajac sie napychaniem wlasnych portfeli.
Niech zyja proste rozwiazania!
Milego dnia...
Ale nie o tym bede sie dziś rozwodzila...
Kolejny super inteligentny wywiad z cyklu telewizja sniadaniowa w państwowej stacji dla odmiany...
Tym razem produkowala sie pani Szczuka, nasza "wybitna" polska feministka, ktora zasłynęła jak dla mnie z obrażenia i robienia z ludzi idiotów podczas jakiegoś tam teleturnieju, a także katolicki publicysta Terlikowski. Tematem był sponosoring, poruszany za sprawa nowo powstalego filmu...
I tu rozpoczela sie wymiana kontry, rozmowa, a raczej rzekłabym klotnia zaczęła przypominać debatę. Pani Szczuka wyjechała ze studentkami, uprawiającymi seks za pieniądze. I tu trzeba wkleic "rozmowę", by moc obiektywnie ocenić sytuacje:
- Kim jest współczesna prostytutka? Na marginesie zaraz przypomina mi sie pani Frykowska i jej kobieta wyzwolona :))
SZ: Są to dziewczyny, które nie mają pieniędzy. Mężczyźni mają pieniądze, dziewczyny nie. One chcą studiować, traktują to poważnie. Tu nie chodzi o klepanie biedy tylko o regularne przetrwanie po prostu. W ogóle ten podział na kobiety uczciwe i dziwki do mnie nie przemawia. Kompletnie! Chyba tak zawsze miałam. To jest po prostu praca dla nich i tam jest w tym filmie pokazany świat takiego powiedziałabym wszechstronnego prostytuowanie się wszystkich. Tak wygląda świat. One muszą przetrwać!
Jedna z nich mówi, że gdyby miała dorabiać jako kelnerka, to nie byłaby w stanie zdać dobrze egzaminów. Bo to jest na noce, ja mam tyle i tyle czasu, a tu po prostu jest szybko i... - urwała.
Ale ja nie chcę, żeby pan mówił o jakiejś dziewczynie, że jest upadła (pan T. nawet nie uzyl tego okreslenia), bo nie ma pieniędzy!
T: Nie dlatego, że nie ma pieniędzy, tylko dlatego, że się prostytuuje.
SZ: To co, ma zostać szwaczką?!
I tak sie konczy ten monolog...
Tak wiec moje drogie Panie... Nie ma kasy? Zacznijmy sobie szukac bogatych frajerow i sprawa prosta. Co do studentow (zarowno kobiet jak i mezczyzn), to chyba problem braku pieniedzy w szkolnictwie tez zostal rozwiazany. A zatem politycy nie musza zawracac sobie juz glow ta kwestia. Moga dalej spokojnie zajac sie napychaniem wlasnych portfeli.
Niech zyja proste rozwiazania!
Milego dnia...
sobota, 11 lutego 2012
Łowy...
Z reguly staram sie unikac polityki i politykow bo jak juz kiedys gdzies wspomnialam jest to dla mnie brudna materia... Ale szlag mnie trafia, gdy coraz czesciej czytam, nad jakimi pierdolami spoleczenstwo polskie lamie sobie glowy...
Jak nie Weglarczyki i ukrainskie feministki, to z kolei Kolendy- Zalewskie i mister Rutkowski. Jak ludzie przyczepia sie tematu, to beda rozwlekac go tak dlugo, poki nie pojawi sie kolejna sensacja.
A w kraju bajzel... Ekipa rzadzaca chyba zapomniala jakie obietnice skladala... A zreszta po co maja pamietac, chodzilo tylko by dostac sie do koryta. Cel osiagniety, a wiec o co sie teraz rozchodzi?
Czemu nie wywleka sie pozytywnych wiadomosci jak to Robert Kubica, dochodzący do zdrowia po wypadku z rajdu Ronde di Andora, zgodził się wziąć udział w kampanii promującej honorowe krwiodawstwo, badz inne tego typu?
Dlatego, ze nie ma w tym nic szokujacego, czegos czym mozna by bylo zaspokoic swoja rzadze plotkarska? Czemu to wlasnie te "zle newsy" tak podniecaja ludzi?
Zaraz przychodzi mi na mysl polowanie na czarownice... Chodzi o to by zlapac winnego i to niewazne, czy rzeczywiscie zawinil czy nie. Najwazniejsze, ze jest ktos, kto moze pojsc pod pregiez ku uciesze rzadnych krwi obserwatorow.
Przeciez w czasach sredniowiecza to wlasnie publiczne egzekucje byly najlepsza forma rozrywki... a kazde takie zajscie bylo traktowane jak swieto.
Teraz jest podobnie, tylko zmienili sie skazywani i narzedzia tortur, a powody skazania sa wciaz niezmiennie tak samo durne...
Kiedys mozna bylo zawisnac tylko dla tego, bo nie lubiaca nas sasiadka doniosla, ze jej krowa nie daje mleka, powod rzucony urok... Dzis za "nieumiejetne" nazwanie rzeczy po imieniu, takze mozna oberwac, moze nie stryczka, ale pstryczka...
Zyjemy w kraju, gdzie obowiazuje wolnosc slowa, czyz nie? bo juz chyba sie pogubilam...
Dlaczego stwierdzanie faktow i nazywanie rzeczy po imieniu stalo sie raptem czyms kontrowersyjnym? I skad w narodzie taka nagla obrona uciesnionych?
Poprostu rzecz chyba polega na tym by mowic tak, by wszyscy byli zadowoleni, czyli cos w rodzaju: z nieba leci czekolada, zamiast z nieba gowna leca...
Moze czas zaczac szukac sensacji w sprawach bardziej gornolotnych i wziac pod lupe tych, ktorzy przyczyniaja sie do upadku naszej ojczyzny?
Nie za taka Polske umierali moi przodkowie!
Milego weekendu...
Jak nie Weglarczyki i ukrainskie feministki, to z kolei Kolendy- Zalewskie i mister Rutkowski. Jak ludzie przyczepia sie tematu, to beda rozwlekac go tak dlugo, poki nie pojawi sie kolejna sensacja.
A w kraju bajzel... Ekipa rzadzaca chyba zapomniala jakie obietnice skladala... A zreszta po co maja pamietac, chodzilo tylko by dostac sie do koryta. Cel osiagniety, a wiec o co sie teraz rozchodzi?
Czemu nie wywleka sie pozytywnych wiadomosci jak to Robert Kubica, dochodzący do zdrowia po wypadku z rajdu Ronde di Andora, zgodził się wziąć udział w kampanii promującej honorowe krwiodawstwo, badz inne tego typu?
Dlatego, ze nie ma w tym nic szokujacego, czegos czym mozna by bylo zaspokoic swoja rzadze plotkarska? Czemu to wlasnie te "zle newsy" tak podniecaja ludzi?
Zaraz przychodzi mi na mysl polowanie na czarownice... Chodzi o to by zlapac winnego i to niewazne, czy rzeczywiscie zawinil czy nie. Najwazniejsze, ze jest ktos, kto moze pojsc pod pregiez ku uciesze rzadnych krwi obserwatorow.
Przeciez w czasach sredniowiecza to wlasnie publiczne egzekucje byly najlepsza forma rozrywki... a kazde takie zajscie bylo traktowane jak swieto.
Teraz jest podobnie, tylko zmienili sie skazywani i narzedzia tortur, a powody skazania sa wciaz niezmiennie tak samo durne...
Kiedys mozna bylo zawisnac tylko dla tego, bo nie lubiaca nas sasiadka doniosla, ze jej krowa nie daje mleka, powod rzucony urok... Dzis za "nieumiejetne" nazwanie rzeczy po imieniu, takze mozna oberwac, moze nie stryczka, ale pstryczka...
Zyjemy w kraju, gdzie obowiazuje wolnosc slowa, czyz nie? bo juz chyba sie pogubilam...
Dlaczego stwierdzanie faktow i nazywanie rzeczy po imieniu stalo sie raptem czyms kontrowersyjnym? I skad w narodzie taka nagla obrona uciesnionych?
Poprostu rzecz chyba polega na tym by mowic tak, by wszyscy byli zadowoleni, czyli cos w rodzaju: z nieba leci czekolada, zamiast z nieba gowna leca...
Moze czas zaczac szukac sensacji w sprawach bardziej gornolotnych i wziac pod lupe tych, ktorzy przyczyniaja sie do upadku naszej ojczyzny?
Nie za taka Polske umierali moi przodkowie!
Milego weekendu...
piątek, 10 lutego 2012
"Zycie" po zyciu...
Dzis bedzie troche kontrowersyjnie, ale tez naukowo.
Chyba nie ma takiego, kto nie slyszalby o niemieckim, "szalonym wynalazcy z piekla rodem" Guntherze von Hagensie :)
Urodzil sie w 1945 roku i tu ciekawostka na terenach okupowanych ziem polskich (okolice Poznania.)
W 1977 roku wynalazl metode plastynacji, ktora caly czas udoskonalal.
Plastynacja to sposob konserwowania miesni i tkanek, ale nie tak, jak sie to zwykle robi, poprzez zatapianie ich w blokach z tworzywa sztucznego... Tworzywo nie otacza preparatu, ale znajduje sie wewnatrz niego, stabilizujac go od srodka.
Efekty sa oszalamiajace, jezeli oczywiscie nie wywoluje to u obserwatora odruchu wymiotnego :)
Jak to sie robi?
Proces ten sklada sie z pieciu etapow.
1. Najpierw trzeba zahamowac proces rozkladu, poprzez wstrzykniecie do ciala poprzez tetnice formaliny, a nastepnie za pomoca roznych narzedzi chirurgicznych usuwa sie skore, tkanke tluszczowa i laczna, tak by odslonic struktury anatomiczne.
2. Cialo umieszcza sie w rozpuszczalniku np. acetonie, ma to na celu usuniecie znajdujacych sie w nim tluszczy i wody.
3. Aceton zostaje wymieniony na tworzywo sztuczne np. kauczuk silikonowy. Odbywa sie to w warunkach prozniowych.
4. Tak zaimpregnowanemu cialu nadaje sie okreslona poze, za pomoc drutu, gwozdzi, a takze pianki.
5. Ostatnim etapem jest utwardzanie preparatu za pomoca gazu, ciepla lub swiatla.
Jest to praca bardzo precyzyjna i czasochlonna. Plastynacja calego ciala wymaga najczesciej jednego roku.
Istnieje takze specjalny rodzaj plastynacji platow. W tym celu zamraza sie cialo, a nastepnie kroi sie je na plastry o grubosci 2-8 mm, a zamiast silikonu stosuje sie zywice.
Skad biora sie chetni?
Cala ta procedura odbywa sie oczywiscie za zgoda ludzi, ktorzy dobrowolnie ofiarowuja po smierci swoje ciala, a wszystko w celach szerzenia edukacji medycznej.
Program ofiarowania cial rozpoczal sie w roku 1982 i obecnie liczy sobie ponad 12.179 dawcow, w czym 10.276 pochodzi z Niemiec. Ich wielkodusznosc i bezinteresownosc zasluguje na najwyzsze uznanie, bo kto z nas zgodziby sie na takie nawet posmiertne poswiecenie? Ja z pewnoscia nie...
Sama plastynacja nie wywoluje u mnie zgorszenia, jednak niektore ustawienia cial, badz sposob w jaki zostaly przedstawione juz tak...
A tu kilka eksponatow:
http://oak.rpg.pl/~torpeda/hagens/mini/spis.html
Milego dnia...
Chyba nie ma takiego, kto nie slyszalby o niemieckim, "szalonym wynalazcy z piekla rodem" Guntherze von Hagensie :)
Urodzil sie w 1945 roku i tu ciekawostka na terenach okupowanych ziem polskich (okolice Poznania.)
W 1977 roku wynalazl metode plastynacji, ktora caly czas udoskonalal.
Plastynacja to sposob konserwowania miesni i tkanek, ale nie tak, jak sie to zwykle robi, poprzez zatapianie ich w blokach z tworzywa sztucznego... Tworzywo nie otacza preparatu, ale znajduje sie wewnatrz niego, stabilizujac go od srodka.
Efekty sa oszalamiajace, jezeli oczywiscie nie wywoluje to u obserwatora odruchu wymiotnego :)
Jak to sie robi?
Proces ten sklada sie z pieciu etapow.
1. Najpierw trzeba zahamowac proces rozkladu, poprzez wstrzykniecie do ciala poprzez tetnice formaliny, a nastepnie za pomoca roznych narzedzi chirurgicznych usuwa sie skore, tkanke tluszczowa i laczna, tak by odslonic struktury anatomiczne.
2. Cialo umieszcza sie w rozpuszczalniku np. acetonie, ma to na celu usuniecie znajdujacych sie w nim tluszczy i wody.
3. Aceton zostaje wymieniony na tworzywo sztuczne np. kauczuk silikonowy. Odbywa sie to w warunkach prozniowych.
4. Tak zaimpregnowanemu cialu nadaje sie okreslona poze, za pomoc drutu, gwozdzi, a takze pianki.
5. Ostatnim etapem jest utwardzanie preparatu za pomoca gazu, ciepla lub swiatla.
Jest to praca bardzo precyzyjna i czasochlonna. Plastynacja calego ciala wymaga najczesciej jednego roku.
Istnieje takze specjalny rodzaj plastynacji platow. W tym celu zamraza sie cialo, a nastepnie kroi sie je na plastry o grubosci 2-8 mm, a zamiast silikonu stosuje sie zywice.
Skad biora sie chetni?
Cala ta procedura odbywa sie oczywiscie za zgoda ludzi, ktorzy dobrowolnie ofiarowuja po smierci swoje ciala, a wszystko w celach szerzenia edukacji medycznej.
Program ofiarowania cial rozpoczal sie w roku 1982 i obecnie liczy sobie ponad 12.179 dawcow, w czym 10.276 pochodzi z Niemiec. Ich wielkodusznosc i bezinteresownosc zasluguje na najwyzsze uznanie, bo kto z nas zgodziby sie na takie nawet posmiertne poswiecenie? Ja z pewnoscia nie...
Sama plastynacja nie wywoluje u mnie zgorszenia, jednak niektore ustawienia cial, badz sposob w jaki zostaly przedstawione juz tak...
A tu kilka eksponatow:
http://oak.rpg.pl/~torpeda/hagens/mini/spis.html
Milego dnia...
czwartek, 9 lutego 2012
Zywe posagi...
Nie bylabym soba, gdybym nie poruszyla tematu z jednej z moich ulubionych dziedzin naukowych :)
Dzis posta poswiecam siedmioletniej dziewczynce, ktora cierpi na bardzo rzadka i jakze okrutna chorobe genetyczna zwana FOP...
Choroba ta jest procesem postepujacym, ktora z czasem czyni ze swojej ofiary zywy posag...
Teraz krotko opisze, jak wyglada to z medycznego punktu widzenia.
FOP to skrot od fibrodysplazji, czyli postepujacego skostnienia miesni, inaczej choroba Münchmeyera. Tkanka laczna i miesniowa ulega stopniowemu skostnieniu i rozrasta sie w sposob niekontrolowany.
Przyczyna choroby jest nadmiar BMP-4 (bialka odpowiedzialnego za budowe kosci) w bialych cialkach krwi, ktore odpowiedzialne sa za ochrone organizmu przed zagrozeniami z zewnatrz. To dosc skomplikowane, wiec ujme to tak: skaleczone miejsce nie ulega zabliznieniu, ale skostnieniu, gdyz z kolei jest niedobor innego bialka (antagonisty BMP-4), ktore zatrzymuje rozrost kosci...
Choroba ta jest nieuleczalna, a ze choruje na nia zaledwie 450 osob na calym swiecie, nie oplaca sie wydawac pieniedzy na dalsze kosztowne badania... Moze jakby dotknela ona wazne osobistosci badz ich rodziny, sytuacja uleglaby zmianie...
Jedyne co Ci biedni ludzie moga robic, to unikanie jakichkolwiek skaleczen. Nawet banalne czynnosci jak np zrobienie zastrzyku znieczulajacego u dentysty, moze przyczynic sie do tego, ze juz nigdy nie beda mogli poruszac zuchwa...
Choroby nie da sie rozpoznac na pierwszy rzut oka. U malych dzieci objawem wskazujacym na to schorzenie jest charakterystyczne skrzywienie duzych palcow stop.
A teraz przejde do malej bohaterki tego posta, o ktorej dowiedzialam sie z filmu dokumentalnego z cyklu iTVN PORTRET INTYMNY pt. "Marzenia chorej dziewczynki."
Jest nia siedmioletnia Luciana Wulkan, ktora mieszka razem z mama w Bolton (Anglia)
Tata nie wytrzymal presji i opuscil je...
Dziewczynka probuje zyc normalnie jak jej rowiesnicy i poki co, nie odbiega od nich tak bardzo. Uczeszcza do szkoly, spotyka sie ze znajomymi, ma swoje marzenia i pasje. Kocha konie i w przyszlosci chce nauczyc sie jazdy konnej.
Jednak jej zycie nie wyglada tak kolorowo...
Kazdy dzien to zmagania z ogromnym bolem i czynnosciami, ktorych wykonywanie sprawia jej coraz to wiekszy trud. Gdyz nawet tak prosta sprawa jak mycie zebow, stala sie z czasem niewykonalna...
Dziewczynce towarzyszy jej rownie dzielna mama, ktora stara sie zachowac kamienna twarz i robic dobra mine do zlej gry, tylko po to, by oszczedziec malej kolejnych stresow. Kiedy corka nie widzi, daje upust swoim emocjom i placze :(
Stara sie, nie tyle uswiadomic corce co ja czeka w przyszlosci, bo dziecko doskonale zdaje sobie z tego sprawe, ale przygotowac na to co nieuchronne...
Opowiada takze, jak doszlo do tej strasznej diagnozy i o swoich zlych przeczuciach, zanim jeszcze dowiedziala sie na co choruje jej dziecko.
Niepokoj zasial w niej inny film dokumentalny, wlasnie o ludziach dotknietych choroba FOP, a konkretnie te krzywe palce u stop, o ktorych juz wczesniej wspomnialam...
Wspomina, ze jej corka juz w okresie niemowlecym wykazywala dziwne objawy, typu bardzo wczesne trzymanie glowki... ( poprostu choroba zaatakowala juz tkanke szyjna)
Ich zycie to ciagle wizyty u specjalistow, w ktorych towarzyszy im czesto kamera. Dowiadujemy sie w jak zastraszajacym tepie choroba pustoszy cialo dziecka... Kolejna wizyta, kolejne skostnienia.
Mama przerazona tym stanem postanawia odwiedzic (juz sama) osoby dotkniete tym schorzeniem. Poznajemy dwoch mezczyzn. Pierwszym jest nastolatek, ktory juz z ledwoscia jest w stanie poruszac sie o wlasnych silach, natomiast drugim jest juz calkowicie unieruchomiony starszy czlowiek. Jedyne co moze robic, to poruszanie oczami. Jego cialo to jedna wielka kosc :(
Dowiadujemy sie rowniez jak dramatyczne decyzje trzeba podjac z czasem, kiedy choroba nie jest jeszcze w koncowym stadium. Chory musi zdecydowac jaka pozycje chce przyjac, w ktorej bedzie musial trwac az do smierci. Wspomniany nastolatek zdecydowal sie na pozycje siedzaca, zas drugi mezczyzna na stojaca. Podczas wizyty poruszal sie na specjalnym wozku platformowym, a raczej byl poruszany, bo taka osoba nie jest w stanie zrobic niczego, wymaga nieustannej pomocy i opieki innych...
Matka po tych spotkaniach zdecydowala, ze chyba lepszym rozwiazaniem dla jej corki bedzie "zycie wyprostowane."
Mozemy rowniez byc swiadkami, jak matka wykorzystuje te ostatnie lata sprawnosci corki na aktywnym spedzaniu czasu wolengo. Stara sie by, w jej pamieci zostalo jak najwiecej milych wspomnien z czasu, kiedy jeszcze byla w miare sprawna... Zdjecie ponizej:
http://gfx.tvn.pl/grupatvnAdvertNewsPhoto4/1763.0.jpg?l=1318600770000
Dokument warty zobaczenia... Bardzo smutny a jednoczesnie zmuszajacy do refleksji dotyczacych wlasnego zycia.
I jak to czlowiek nie docenia swojego zdrowia kiedy je ma... Zaraz przychodzi mi na mysl fraszka "Na zdrowie." J. Kochanowskiego.
Szlachetne zdrowie, nikt sie nie dowie jako smakujesz, az sie zepsujesz...
Tak wiec doceniajmy co mamy i cieszmy sie kazdym dniem, poki jeszcze mamy sily.
Milego dnia
Dzis posta poswiecam siedmioletniej dziewczynce, ktora cierpi na bardzo rzadka i jakze okrutna chorobe genetyczna zwana FOP...
Choroba ta jest procesem postepujacym, ktora z czasem czyni ze swojej ofiary zywy posag...
Teraz krotko opisze, jak wyglada to z medycznego punktu widzenia.
FOP to skrot od fibrodysplazji, czyli postepujacego skostnienia miesni, inaczej choroba Münchmeyera. Tkanka laczna i miesniowa ulega stopniowemu skostnieniu i rozrasta sie w sposob niekontrolowany.
Przyczyna choroby jest nadmiar BMP-4 (bialka odpowiedzialnego za budowe kosci) w bialych cialkach krwi, ktore odpowiedzialne sa za ochrone organizmu przed zagrozeniami z zewnatrz. To dosc skomplikowane, wiec ujme to tak: skaleczone miejsce nie ulega zabliznieniu, ale skostnieniu, gdyz z kolei jest niedobor innego bialka (antagonisty BMP-4), ktore zatrzymuje rozrost kosci...
Choroba ta jest nieuleczalna, a ze choruje na nia zaledwie 450 osob na calym swiecie, nie oplaca sie wydawac pieniedzy na dalsze kosztowne badania... Moze jakby dotknela ona wazne osobistosci badz ich rodziny, sytuacja uleglaby zmianie...
Jedyne co Ci biedni ludzie moga robic, to unikanie jakichkolwiek skaleczen. Nawet banalne czynnosci jak np zrobienie zastrzyku znieczulajacego u dentysty, moze przyczynic sie do tego, ze juz nigdy nie beda mogli poruszac zuchwa...
Choroby nie da sie rozpoznac na pierwszy rzut oka. U malych dzieci objawem wskazujacym na to schorzenie jest charakterystyczne skrzywienie duzych palcow stop.
A teraz przejde do malej bohaterki tego posta, o ktorej dowiedzialam sie z filmu dokumentalnego z cyklu iTVN PORTRET INTYMNY pt. "Marzenia chorej dziewczynki."
Jest nia siedmioletnia Luciana Wulkan, ktora mieszka razem z mama w Bolton (Anglia)
Tata nie wytrzymal presji i opuscil je...
Dziewczynka probuje zyc normalnie jak jej rowiesnicy i poki co, nie odbiega od nich tak bardzo. Uczeszcza do szkoly, spotyka sie ze znajomymi, ma swoje marzenia i pasje. Kocha konie i w przyszlosci chce nauczyc sie jazdy konnej.
Jednak jej zycie nie wyglada tak kolorowo...
Kazdy dzien to zmagania z ogromnym bolem i czynnosciami, ktorych wykonywanie sprawia jej coraz to wiekszy trud. Gdyz nawet tak prosta sprawa jak mycie zebow, stala sie z czasem niewykonalna...
Dziewczynce towarzyszy jej rownie dzielna mama, ktora stara sie zachowac kamienna twarz i robic dobra mine do zlej gry, tylko po to, by oszczedziec malej kolejnych stresow. Kiedy corka nie widzi, daje upust swoim emocjom i placze :(
Stara sie, nie tyle uswiadomic corce co ja czeka w przyszlosci, bo dziecko doskonale zdaje sobie z tego sprawe, ale przygotowac na to co nieuchronne...
Opowiada takze, jak doszlo do tej strasznej diagnozy i o swoich zlych przeczuciach, zanim jeszcze dowiedziala sie na co choruje jej dziecko.
Niepokoj zasial w niej inny film dokumentalny, wlasnie o ludziach dotknietych choroba FOP, a konkretnie te krzywe palce u stop, o ktorych juz wczesniej wspomnialam...
Wspomina, ze jej corka juz w okresie niemowlecym wykazywala dziwne objawy, typu bardzo wczesne trzymanie glowki... ( poprostu choroba zaatakowala juz tkanke szyjna)
Ich zycie to ciagle wizyty u specjalistow, w ktorych towarzyszy im czesto kamera. Dowiadujemy sie w jak zastraszajacym tepie choroba pustoszy cialo dziecka... Kolejna wizyta, kolejne skostnienia.
Mama przerazona tym stanem postanawia odwiedzic (juz sama) osoby dotkniete tym schorzeniem. Poznajemy dwoch mezczyzn. Pierwszym jest nastolatek, ktory juz z ledwoscia jest w stanie poruszac sie o wlasnych silach, natomiast drugim jest juz calkowicie unieruchomiony starszy czlowiek. Jedyne co moze robic, to poruszanie oczami. Jego cialo to jedna wielka kosc :(
Dowiadujemy sie rowniez jak dramatyczne decyzje trzeba podjac z czasem, kiedy choroba nie jest jeszcze w koncowym stadium. Chory musi zdecydowac jaka pozycje chce przyjac, w ktorej bedzie musial trwac az do smierci. Wspomniany nastolatek zdecydowal sie na pozycje siedzaca, zas drugi mezczyzna na stojaca. Podczas wizyty poruszal sie na specjalnym wozku platformowym, a raczej byl poruszany, bo taka osoba nie jest w stanie zrobic niczego, wymaga nieustannej pomocy i opieki innych...
Matka po tych spotkaniach zdecydowala, ze chyba lepszym rozwiazaniem dla jej corki bedzie "zycie wyprostowane."
Mozemy rowniez byc swiadkami, jak matka wykorzystuje te ostatnie lata sprawnosci corki na aktywnym spedzaniu czasu wolengo. Stara sie by, w jej pamieci zostalo jak najwiecej milych wspomnien z czasu, kiedy jeszcze byla w miare sprawna... Zdjecie ponizej:
http://gfx.tvn.pl/grupatvnAdvertNewsPhoto4/1763.0.jpg?l=1318600770000
Dokument warty zobaczenia... Bardzo smutny a jednoczesnie zmuszajacy do refleksji dotyczacych wlasnego zycia.
I jak to czlowiek nie docenia swojego zdrowia kiedy je ma... Zaraz przychodzi mi na mysl fraszka "Na zdrowie." J. Kochanowskiego.
Szlachetne zdrowie, nikt sie nie dowie jako smakujesz, az sie zepsujesz...
Tak wiec doceniajmy co mamy i cieszmy sie kazdym dniem, poki jeszcze mamy sily.
Milego dnia
środa, 8 lutego 2012
Wychowanie bezstresowe...
Dzis bedzie troche o jakze popularnym od dawna w Ameryce bezstresowym wychowaniu. Metoda ta wywodzi sie oczywiscie tez z tego kraju, a jej autorem jest niejaki Benjamin Spock, amerykański pediatra. Mial on bardzo ciekawa teze... Uwazal, ze jesli ograniczamy potrzeby dziecka, to w przyszlosci doprowadzi to do ograniczenia jego mozliwosci. "Brawo" dla pana... Takie teorie mozliwe tylko w Hameryce...
Zapewne wszyscy wiedza na czym ta metoda polega, mimo to przyblize pojecie, zeby nie bylo zadnych watpliwosci :)
Bezstresowym wychowaniem nazywamy zbior roznych praktyk wychowawczych, takich jak: unikanie odmawiania prosbom dzieci, akceptacja wszystkich ich poczynan i nieingerowanie w socjalizacje...
W skrocie... Syneczku/coreczko chcesz zrobic kupke na dywan prosze, bo przeciez dziecko moze wszystko na co ma ochote w danym momencie i zadnych bron Boze zakazow, nakazow, ograniczen o dyscyplinie juz nie wspomne, gdyz to prowadzi do stresu... Dziecko w tej sytuacji jest najważniejsze i nie wolno mu powiedzieć słowa sprzeciwu!
Dzieci wychowywane wedlug zalozen tej teorii sa traktowane jak krolewicze i krolewny, a kazda ich zachcianka musi byc spelniona, bo innej opcji nie ma...
A nawet jesli wydlubia kotu oko, to maly pikus, najwazniejsze to to, by nie reagowac na karygodne zachowanie swoich pociech, a oko?... odrosnie...
A wszystko po to, by uniknac stresu...
Moze w domu tak sie da, ale co pozniej, kiedy dziecko ten dom opusci?! Przeciez stres towarzyszy nam przez cale zycie, az do smierci... Co ze stresem w szkole, na studiach, w pracy? Przeciez takie wychowanie ksztaltuje zyciowa kaleke...
Stres ma w koncu takze po czesci motywujacy efekt dzialania. Przynajmniej u mnie, bo jesli nie czuje noza na gardle, ciezko mi sie zmobilizowac do robienia rzeczy, na ktore nie mam i z pewnoscia nie maialabym ochoty...
Ta teoria o dziwo znalazla zwolennikow nia omamionych i byla stosowana przez kilka pokolen... Na efekty nie trzeba bylo dlugo czekac. Sa one szczegolnie widoczne w bogatszych krajach, a prym wiedzie tutaj oczywiscie Ameryka... Kraj debili, polglowkow i psychopatow...
Mam nadzieje, ze nikogo nie urazilam.
I jeszcze na koniec bardzo madry cytat: "Człowiek jest z natury dobry, wypacza go cywilizacja." (J.J. Rousseau)
Milego dnia...
Zapewne wszyscy wiedza na czym ta metoda polega, mimo to przyblize pojecie, zeby nie bylo zadnych watpliwosci :)
Bezstresowym wychowaniem nazywamy zbior roznych praktyk wychowawczych, takich jak: unikanie odmawiania prosbom dzieci, akceptacja wszystkich ich poczynan i nieingerowanie w socjalizacje...
W skrocie... Syneczku/coreczko chcesz zrobic kupke na dywan prosze, bo przeciez dziecko moze wszystko na co ma ochote w danym momencie i zadnych bron Boze zakazow, nakazow, ograniczen o dyscyplinie juz nie wspomne, gdyz to prowadzi do stresu... Dziecko w tej sytuacji jest najważniejsze i nie wolno mu powiedzieć słowa sprzeciwu!
Dzieci wychowywane wedlug zalozen tej teorii sa traktowane jak krolewicze i krolewny, a kazda ich zachcianka musi byc spelniona, bo innej opcji nie ma...
A nawet jesli wydlubia kotu oko, to maly pikus, najwazniejsze to to, by nie reagowac na karygodne zachowanie swoich pociech, a oko?... odrosnie...
A wszystko po to, by uniknac stresu...
Moze w domu tak sie da, ale co pozniej, kiedy dziecko ten dom opusci?! Przeciez stres towarzyszy nam przez cale zycie, az do smierci... Co ze stresem w szkole, na studiach, w pracy? Przeciez takie wychowanie ksztaltuje zyciowa kaleke...
Stres ma w koncu takze po czesci motywujacy efekt dzialania. Przynajmniej u mnie, bo jesli nie czuje noza na gardle, ciezko mi sie zmobilizowac do robienia rzeczy, na ktore nie mam i z pewnoscia nie maialabym ochoty...
Ta teoria o dziwo znalazla zwolennikow nia omamionych i byla stosowana przez kilka pokolen... Na efekty nie trzeba bylo dlugo czekac. Sa one szczegolnie widoczne w bogatszych krajach, a prym wiedzie tutaj oczywiscie Ameryka... Kraj debili, polglowkow i psychopatow...
Mam nadzieje, ze nikogo nie urazilam.
I jeszcze na koniec bardzo madry cytat: "Człowiek jest z natury dobry, wypacza go cywilizacja." (J.J. Rousseau)
Milego dnia...
wtorek, 7 lutego 2012
Znieczulica...
To, ze lubie ciezkie tematy mogliscie sie juz czasem przekonac ;) Dzisiaj zajme sie problemem znieczulicy, która ukazuje nam swoje oblicze, niemal na każdym kroku...
Oczywiscie moglabym opisać zjawisko to na podstawie zwierząt, gdyż dosiega je to w znacznym stopniu, ale nie zrobię tego, gdyż wiem, ze do części nie przemówi to w wystraczajacym stopniu...
A zatem ujme sprawę "po ludzku".
A, ze lubię pokazywać wszystko z perspektywy hard core, przybliże problem na podstawie państwa o nazwie Chiny... Mimo, ze jest mnóstwo krajów (takze i Polska), które spokojnie mogłyby posłużyć za przykład, bo dzieją sie tam rzeczy o których przeciętny europejski zjadacz chleba bladego pojęcia nie ma, wybrałam właśnie to państwo...
Dla wielu z pewnością bedzie to nowy temat, bo ilu z was słyszało o pojeciu "chińskich dzieciecych umieralni"? Przedstawię dwa przykłady maksymalnej znieczulicy. Oba na podstawie dzieci...
Jak ogólnie wiadomo głównym problemem z którym borykają sie Chiny jest demografia...
Chinskie wladze znalazly "zloty srodek", kontrolowanie liczby populacji... Kazda rodzina moze miec tylko jedno dziecko, na wsi dwojke, ale co z dziecmi, ktore jednak przyszly na swiat, bo "sprzeciwily sie" chinskim rzadzacym?
Na nie tez wladze znalazly rozwiazanie... Sa to chinskie sierocince zwane umieralniami.
Oczywiscie nikt nie przyzna sie do nich oficjalnie. Sa to molochy, czesto ukryte, tak by ludzki wzrok nie mial do nich dostepu. Wszystko dzieje sie za zamknietymi drzwiami, za przyzwoleniem rzadzacych...
Do takich umieralni trafiaja czesto dzieci dotkniete chorobami genetycznymi, badz dziewczynki, gdyz one sa bardzo nieporzadanym "odpadem" spoleczenstwa... Takie dzieci maja tylko dwie drogi ucieczki: adopcje, ktore praktycznie sie nie zdarzaja, badz smierc. (od tego tez nazwa)
O tej sprawie powstal juz bardzo dawno temu interesujacy dokument pt. "The dying rooms". Nakrecony on zostal przez brytyjska telewizje Channel 4.
Mialam "okazje" obejrzec ten film, a co zobaczylam przechodzi ludzkie pojecie, jak mozna traktowac tak dzieci... Film warty obejrzenia, ale naprawde trzeba miec mocne nerwy, gdyz pelen jest ostrych i makabrycznych scen...
Jak tam jest?
W takich sierocincach nie ma zabawek ani nic, co mogloby posluzyc do zabawy... Nasze dzieci moga uwazac sie za szczesliwcow, ze maja praktycznie wszystko o czym tamte biedne dzieci nawet nie smialyby snic...
Nikt o nie nie dba, nie mowiac juz o podstawowych zasadach higieny. A pampers? Jaki Pampers?!! Te dzieci caly dzien siedza przywiazane do drewnianych krzesel z otworem na pupe, tak by mogly zalatwiac swoje potrzeby fizjologiczne do znajdujacej sie pod spodem miski.
Jedyna ich rozrywka jest kiwanie sie w chorobie sierocej i obserwowanie swoich wspoltowarzyszy cierpienia...
Wiekszosc z nich choruje na grzybice badz gangrene, ale to juz nikogo nie obchodzi.
Kiedy sa juz tak brudne, ze az na oczy nie widza polewa sie je wrzaca woda, by w ten sposob zabic przy okazji mieszkajace na nich pasozyty...
A jedzenie? Po co karmic? Szybciej umra...
Dzieci znajdujace sie juz w agonii przykrywa sie grubymi koldrami i poduszkami, po to, by stlumic ich "skomlenie"... albo i po to, zeby szybciej skonaly, duszac sie...
Wiecej opisow juz nie dam, bo i tak zbyt wiele ich bylo...
Teraz przejde do kolejnego przykladu... Tym razem pojedynczego chinskiego dziecka...
Malej dziewczynki, po ktorej na oczach wielu gapiow kilkakrotnie przejezdzaly rozne samochody i mimo tego NIKT nie zareagowal!!
Nie pamietam juz ilu przechodzilo obojetnie obok cierpiacego, pogruchtanego dziecka, ktore ciagle zylo i prosilo o pomoc...
Na koniec przyszla "matka"... Szarpnela dziecko z ulicy, ktore przypominalo juz worek kosci... i tak film sie skonczyl...
Mozna go zobaczyc na Youtube, ale nie polecam... Gdyz nawet dla mnie byl sporym wstrzasem...
Dzis bylo makabrycznie, ale potrzebne sa czasem takie makabryczne obrazy, by uswiadomic ludziom, obojetnosc i zlo tego swiata, ktorego w pojedynke i tak nie pokonamy...
Mozemy jednak pomagac pojedynczym jednostkom, nie bedac na nie obojetnymi.
Milego dnia...
Oczywiscie moglabym opisać zjawisko to na podstawie zwierząt, gdyż dosiega je to w znacznym stopniu, ale nie zrobię tego, gdyż wiem, ze do części nie przemówi to w wystraczajacym stopniu...
A zatem ujme sprawę "po ludzku".
A, ze lubię pokazywać wszystko z perspektywy hard core, przybliże problem na podstawie państwa o nazwie Chiny... Mimo, ze jest mnóstwo krajów (takze i Polska), które spokojnie mogłyby posłużyć za przykład, bo dzieją sie tam rzeczy o których przeciętny europejski zjadacz chleba bladego pojęcia nie ma, wybrałam właśnie to państwo...
Dla wielu z pewnością bedzie to nowy temat, bo ilu z was słyszało o pojeciu "chińskich dzieciecych umieralni"? Przedstawię dwa przykłady maksymalnej znieczulicy. Oba na podstawie dzieci...
Jak ogólnie wiadomo głównym problemem z którym borykają sie Chiny jest demografia...
Chinskie wladze znalazly "zloty srodek", kontrolowanie liczby populacji... Kazda rodzina moze miec tylko jedno dziecko, na wsi dwojke, ale co z dziecmi, ktore jednak przyszly na swiat, bo "sprzeciwily sie" chinskim rzadzacym?
Na nie tez wladze znalazly rozwiazanie... Sa to chinskie sierocince zwane umieralniami.
Oczywiscie nikt nie przyzna sie do nich oficjalnie. Sa to molochy, czesto ukryte, tak by ludzki wzrok nie mial do nich dostepu. Wszystko dzieje sie za zamknietymi drzwiami, za przyzwoleniem rzadzacych...
Do takich umieralni trafiaja czesto dzieci dotkniete chorobami genetycznymi, badz dziewczynki, gdyz one sa bardzo nieporzadanym "odpadem" spoleczenstwa... Takie dzieci maja tylko dwie drogi ucieczki: adopcje, ktore praktycznie sie nie zdarzaja, badz smierc. (od tego tez nazwa)
O tej sprawie powstal juz bardzo dawno temu interesujacy dokument pt. "The dying rooms". Nakrecony on zostal przez brytyjska telewizje Channel 4.
Mialam "okazje" obejrzec ten film, a co zobaczylam przechodzi ludzkie pojecie, jak mozna traktowac tak dzieci... Film warty obejrzenia, ale naprawde trzeba miec mocne nerwy, gdyz pelen jest ostrych i makabrycznych scen...
Jak tam jest?
W takich sierocincach nie ma zabawek ani nic, co mogloby posluzyc do zabawy... Nasze dzieci moga uwazac sie za szczesliwcow, ze maja praktycznie wszystko o czym tamte biedne dzieci nawet nie smialyby snic...
Nikt o nie nie dba, nie mowiac juz o podstawowych zasadach higieny. A pampers? Jaki Pampers?!! Te dzieci caly dzien siedza przywiazane do drewnianych krzesel z otworem na pupe, tak by mogly zalatwiac swoje potrzeby fizjologiczne do znajdujacej sie pod spodem miski.
Jedyna ich rozrywka jest kiwanie sie w chorobie sierocej i obserwowanie swoich wspoltowarzyszy cierpienia...
Wiekszosc z nich choruje na grzybice badz gangrene, ale to juz nikogo nie obchodzi.
Kiedy sa juz tak brudne, ze az na oczy nie widza polewa sie je wrzaca woda, by w ten sposob zabic przy okazji mieszkajace na nich pasozyty...
A jedzenie? Po co karmic? Szybciej umra...
Dzieci znajdujace sie juz w agonii przykrywa sie grubymi koldrami i poduszkami, po to, by stlumic ich "skomlenie"... albo i po to, zeby szybciej skonaly, duszac sie...
Wiecej opisow juz nie dam, bo i tak zbyt wiele ich bylo...
Teraz przejde do kolejnego przykladu... Tym razem pojedynczego chinskiego dziecka...
Malej dziewczynki, po ktorej na oczach wielu gapiow kilkakrotnie przejezdzaly rozne samochody i mimo tego NIKT nie zareagowal!!
Nie pamietam juz ilu przechodzilo obojetnie obok cierpiacego, pogruchtanego dziecka, ktore ciagle zylo i prosilo o pomoc...
Na koniec przyszla "matka"... Szarpnela dziecko z ulicy, ktore przypominalo juz worek kosci... i tak film sie skonczyl...
Mozna go zobaczyc na Youtube, ale nie polecam... Gdyz nawet dla mnie byl sporym wstrzasem...
Dzis bylo makabrycznie, ale potrzebne sa czasem takie makabryczne obrazy, by uswiadomic ludziom, obojetnosc i zlo tego swiata, ktorego w pojedynke i tak nie pokonamy...
Mozemy jednak pomagac pojedynczym jednostkom, nie bedac na nie obojetnymi.
Milego dnia...
poniedziałek, 6 lutego 2012
Cz... jak Czubaszek...
Że czubow na świecie nie brakuje, mamy dowód niemal codziennie... Od ostatniego wydarzenia z "rodzina likan", gdzie jakoś podświadomie o większość bede winić samca, opętanego fascynacja śmierci... Po artykuł, który czytałam kilka dni temu dotyczący macierzyństwa widzianego oczami niejakiej pani Czubaszek... Osoby nie trzeba przedstawiać, gdyż jest dosc znana... Uchodziła dla mnie do niedawna za rozwazna i mądra osobę a tu taki zonk...
Trzeba zacytowac, gdyż kto nie czytał, lub nie widział w tv, nie bedzie wiedział o co sie rozchodzi...: "Zrobiłam to dwa razy – wyznała Czubaszek w Uwadze TVN. Nigdy z tego powodu nie miałam traumy, tylko mówiłam: Boże, jak to cudownie, że ja to zrobiłam. Gdyby się zdarzyło, że zaszłam w ciążę, i byłby to siódmy czy ósmy miesiąc, to ja bym skoczyła z któregoś piętra, pod pociąg bym się rzuciła, ale na pewno bym tego dziecka nie urodziła."
Wypowiedz dotyczyła świadomego macierzyństwa...
W porzadku. Jej macica jej sprawa... Ale czy ona musi sie z tym obnosic i szczycić? Dla mnie to akurat nie jest powód do dumy, lecz wstydu, ze nie potrafiła myśleć, zanim do tej niechcianej a raczej niechcianych ciąż doszło...
I o ile aborcje jestem w stanie przyjąć w sytuacjach hard core, typu gwałt, obciążenie choroba genetyczną itp (i to tez we wczesnym stanie ciazowym), to juz stwierdzenie pozbycia sie dziecka w 7 czy 8 miesiącu, nawet kosztem samobójstwa jest juz dla mnie patologia...
Zreszta w kolejnych wywiadach tez przyznała, ze brzydzi sie dziećmi... Dopatruje sie w tym jednak ukrytej choroby psychicznej, gdyż takie tez istnieją... Aż strach pomyśleć co by było, gdyby te dzieci faktycznie urodziła... Byłaby chyba podobna sytuacja, sprzed kilku dni...
No i jak to zycie jest nie fair... Ci, którzy bardzo pragną dzieci nie mogą ich często mieć, a tacy, dla których dziecko to największe zło i niewyobrażalny balast, mnożą sie jak króliki...
Potem słyszy sie o tym, o czym sie słyszy.
Zakończe juz subject, bo nie ma sensu ciagnac go dalej. Temat rzeka...
Milego dnia...
Trzeba zacytowac, gdyż kto nie czytał, lub nie widział w tv, nie bedzie wiedział o co sie rozchodzi...: "Zrobiłam to dwa razy – wyznała Czubaszek w Uwadze TVN. Nigdy z tego powodu nie miałam traumy, tylko mówiłam: Boże, jak to cudownie, że ja to zrobiłam. Gdyby się zdarzyło, że zaszłam w ciążę, i byłby to siódmy czy ósmy miesiąc, to ja bym skoczyła z któregoś piętra, pod pociąg bym się rzuciła, ale na pewno bym tego dziecka nie urodziła."
Wypowiedz dotyczyła świadomego macierzyństwa...
W porzadku. Jej macica jej sprawa... Ale czy ona musi sie z tym obnosic i szczycić? Dla mnie to akurat nie jest powód do dumy, lecz wstydu, ze nie potrafiła myśleć, zanim do tej niechcianej a raczej niechcianych ciąż doszło...
I o ile aborcje jestem w stanie przyjąć w sytuacjach hard core, typu gwałt, obciążenie choroba genetyczną itp (i to tez we wczesnym stanie ciazowym), to juz stwierdzenie pozbycia sie dziecka w 7 czy 8 miesiącu, nawet kosztem samobójstwa jest juz dla mnie patologia...
Zreszta w kolejnych wywiadach tez przyznała, ze brzydzi sie dziećmi... Dopatruje sie w tym jednak ukrytej choroby psychicznej, gdyż takie tez istnieją... Aż strach pomyśleć co by było, gdyby te dzieci faktycznie urodziła... Byłaby chyba podobna sytuacja, sprzed kilku dni...
No i jak to zycie jest nie fair... Ci, którzy bardzo pragną dzieci nie mogą ich często mieć, a tacy, dla których dziecko to największe zło i niewyobrażalny balast, mnożą sie jak króliki...
Potem słyszy sie o tym, o czym sie słyszy.
Zakończe juz subject, bo nie ma sensu ciagnac go dalej. Temat rzeka...
Milego dnia...
sobota, 4 lutego 2012
2012
Wielu z nas ogladalo zapewne film pt. "2012". Film ten przedstawia straszna wizje konca Swiata... Dla wiekszosci to tylko jeden z tysiecy filmow grozy, ktore codziennie serwuje nam telewizja.
Ale, czy powinnismy byc obojetni na fakt, iz przedstawione tam sceny moga stac sie rzeczywistoscia?
Zawsze, gdy poruszalam ten temat, widzialam ironiczny usmiech na ustach moich sluchaczy...
Zapewne i wielu z Was czytajac dzisiejszego bloga tez usmiechnie sie pod wasem...
Nie chce nikogo straszyc, bo i tak wystarczajaco duzo grozy mamy na co dzien.
A teraz troche faktow:
W 1947 roku w jaskiniach nad Morzem Martwym odkryto starożytne zwoje. Jeden z nich opisuje z niesamowitymi szczegółami przyszłą wojnę, która przyniesie koniec świata...
Zanim to jednak nastąpi zapanuje na świecie fałszywy pokój, w tym czasie kiedy uśpieni ludzie będą korzystali z uciech i zabaw na świecie rozpęta się piekło.
Podczas tej wojny będą miały miejsce inne kataklizmy ze strony pogody.
Naukowcy odkryli, że ostatnim dniem kalendarza majów jest 21 grudnia 2012 r. W ich zapisach ta data oznacza koniec świata, ogromny kataklizm, który zniszczy całą ludzkość. Data ta zapisana jest na monumentach z Coba i Palenqué.
Astronomowie zapowiadają, że w roku 2012 Słońce ma wejść w okres hiperaktywności, którego szczyt ma przypaść na 21 grudnia.
Czy nie jest dziwnym fakt, że data końca świata wyznaczona przez potężną cywilizację Majów zbiega się z datą katastrofy słonecznej i zmiana biegunów Ziemi wyznaczoną na podstawie obliczeń współczesnych naukowców?
Przebiegunowanie nastąpi na skutek działalności Słońca, które co 11 i pół tysiąca lat przeżywa stan hiperaktywności, której nie są w stanie przewidzieć współcześni naukowcy, ale która była znana już starożytnym astronomom. Być może w taki właśnie sposób wyginęły dinozaury...
Przebiegunowanie Ziemi laczy sie z niewyobrażalnymi wprost kataklizmami, tsunami, trzęsieniami ziemi, na domiar złego nasza planeta w końcu się zatrzyma lub nawet zacznie kręcić w drugą stronę!
Na Ziemi zapanuje chaos, stracimy kontrole nad urzadzeniami sterujacymi, az strach pomyslec, ze wiele panstw ma bron nuklearna, ktora moze ulec samoistnemu odpaleniu... Z czym sie to wiaze nie musze juz pisac...
Identyczne jak u Majów informacje znalazły sie w zapiskach starożytnych Egipcjan, a nawet w wierzeniach Sumerów. Wszędzie pojawiał się motyw roku 2012.
Az Strach sie bac...
Wizja bardzo mroczna i przerazajaca. Mam nadzieje, ze nie popsulam Wam weekendowego humoru.
Co ma byc to bedzie... Na niektore sprawy poprostu nie mamy wplywu...
Milego dnia
Ale, czy powinnismy byc obojetni na fakt, iz przedstawione tam sceny moga stac sie rzeczywistoscia?
Zawsze, gdy poruszalam ten temat, widzialam ironiczny usmiech na ustach moich sluchaczy...
Zapewne i wielu z Was czytajac dzisiejszego bloga tez usmiechnie sie pod wasem...
Nie chce nikogo straszyc, bo i tak wystarczajaco duzo grozy mamy na co dzien.
A teraz troche faktow:
W 1947 roku w jaskiniach nad Morzem Martwym odkryto starożytne zwoje. Jeden z nich opisuje z niesamowitymi szczegółami przyszłą wojnę, która przyniesie koniec świata...
Zanim to jednak nastąpi zapanuje na świecie fałszywy pokój, w tym czasie kiedy uśpieni ludzie będą korzystali z uciech i zabaw na świecie rozpęta się piekło.
Podczas tej wojny będą miały miejsce inne kataklizmy ze strony pogody.
Naukowcy odkryli, że ostatnim dniem kalendarza majów jest 21 grudnia 2012 r. W ich zapisach ta data oznacza koniec świata, ogromny kataklizm, który zniszczy całą ludzkość. Data ta zapisana jest na monumentach z Coba i Palenqué.
Astronomowie zapowiadają, że w roku 2012 Słońce ma wejść w okres hiperaktywności, którego szczyt ma przypaść na 21 grudnia.
Czy nie jest dziwnym fakt, że data końca świata wyznaczona przez potężną cywilizację Majów zbiega się z datą katastrofy słonecznej i zmiana biegunów Ziemi wyznaczoną na podstawie obliczeń współczesnych naukowców?
Przebiegunowanie nastąpi na skutek działalności Słońca, które co 11 i pół tysiąca lat przeżywa stan hiperaktywności, której nie są w stanie przewidzieć współcześni naukowcy, ale która była znana już starożytnym astronomom. Być może w taki właśnie sposób wyginęły dinozaury...
Przebiegunowanie Ziemi laczy sie z niewyobrażalnymi wprost kataklizmami, tsunami, trzęsieniami ziemi, na domiar złego nasza planeta w końcu się zatrzyma lub nawet zacznie kręcić w drugą stronę!
Na Ziemi zapanuje chaos, stracimy kontrole nad urzadzeniami sterujacymi, az strach pomyslec, ze wiele panstw ma bron nuklearna, ktora moze ulec samoistnemu odpaleniu... Z czym sie to wiaze nie musze juz pisac...
Identyczne jak u Majów informacje znalazły sie w zapiskach starożytnych Egipcjan, a nawet w wierzeniach Sumerów. Wszędzie pojawiał się motyw roku 2012.
Az Strach sie bac...
Wizja bardzo mroczna i przerazajaca. Mam nadzieje, ze nie popsulam Wam weekendowego humoru.
Co ma byc to bedzie... Na niektore sprawy poprostu nie mamy wplywu...
Milego dnia
piątek, 3 lutego 2012
Dlaczego?
Dzisiejszy post bedzie poświęcony wydarzeniu, które przez 10 dni sledziła cała Polska... a mianowicie o dziwnym zaginięciu, a teraz juz o śmierci półrocznej Magdy...
O całej sprawie dowiedziałam sie z facebooka, bo akcja poszukiwawcza odbywała sie tez tym kanałem... A dziś, rownież z tego samego źródła (przeczytałam u Joli) dowiaduje sie, ze dziewczynka nie żyje, gdyż uległa nieszczęśliwemu wypadkowi, do którego przyczyniła sie jej matka...
Nie pisze tego posta by oceniać, bo nie taki jest mój cel...
Chce zastanowić sie, dlaczego matka postąpiła, jak postąpiła... Czemu "zaplanowała" ukrycie ciała? Czemu od razu nie zadzwoniła po pogotowie? Przecież dziecko mogło jeszcze zyc!
I czy właściwie mozna mówić tu o planach? Prawdopodobnie kobieta była w takim szoku, ze nawet nie zdawała sobie sprawy z tego co robi... Z czasem doszło do niej, co w ogóle zaszło...
Ok, to był bardzo nieszczęśliwy wypadek. Każdemu mogło sie zdarzyć.
Bardziej szokuje mnie ta "oglupiala" natura ludzka, która steruje człowiekiem, gdy nadchodzi ekstremalnie ciężka sytuacja, która ta na 100% była... Bo co moze byc gorszego dla matki, od świadomości, ze zabiła swoje dziecko? Nawet jeśli był to wypadek? Kobieta, która morduje z premedytacją, często to poczucie winy ma znacznie słabsze, albo i w ogóle go nie ma...
Co kierowalo tą biedna kobieta? Strach? Przerażenie? Bezsilność? Wstyd? A moze i wszystkie na raz? I jakie te przeżycia musiały byc silne, skoro posunely ja do takich działań?!
Tego nie wie nikt, poza sama sprawczynia :(
Szkoda dziecka, szkoda matki, gdyż z ta świadomością bedzie żyła do konca swoich dni...
O całej sprawie dowiedziałam sie z facebooka, bo akcja poszukiwawcza odbywała sie tez tym kanałem... A dziś, rownież z tego samego źródła (przeczytałam u Joli) dowiaduje sie, ze dziewczynka nie żyje, gdyż uległa nieszczęśliwemu wypadkowi, do którego przyczyniła sie jej matka...
Nie pisze tego posta by oceniać, bo nie taki jest mój cel...
Chce zastanowić sie, dlaczego matka postąpiła, jak postąpiła... Czemu "zaplanowała" ukrycie ciała? Czemu od razu nie zadzwoniła po pogotowie? Przecież dziecko mogło jeszcze zyc!
I czy właściwie mozna mówić tu o planach? Prawdopodobnie kobieta była w takim szoku, ze nawet nie zdawała sobie sprawy z tego co robi... Z czasem doszło do niej, co w ogóle zaszło...
Ok, to był bardzo nieszczęśliwy wypadek. Każdemu mogło sie zdarzyć.
Bardziej szokuje mnie ta "oglupiala" natura ludzka, która steruje człowiekiem, gdy nadchodzi ekstremalnie ciężka sytuacja, która ta na 100% była... Bo co moze byc gorszego dla matki, od świadomości, ze zabiła swoje dziecko? Nawet jeśli był to wypadek? Kobieta, która morduje z premedytacją, często to poczucie winy ma znacznie słabsze, albo i w ogóle go nie ma...
Co kierowalo tą biedna kobieta? Strach? Przerażenie? Bezsilność? Wstyd? A moze i wszystkie na raz? I jakie te przeżycia musiały byc silne, skoro posunely ja do takich działań?!
Tego nie wie nikt, poza sama sprawczynia :(
Szkoda dziecka, szkoda matki, gdyż z ta świadomością bedzie żyła do konca swoich dni...
czwartek, 2 lutego 2012
Uzaleznienia, nalogi...
Uzależnienie. Słowo to juz samo w sobie ma wydźwięk negatywny, bo czy mozna byc uzależnionym od czegoś w sposób pozytywny? od czekolady?
Szukam w głowie i nic nie przychodzi mi na myśl...
O tym czym rozni sie uzaleznienie od nalogu?
Nałóg wiąże się z przyzwyczajeniem psychicznym i fizycznym do określonych zachowań, najczęściej jest to wprowadzanie do organizmu szkodliwych substancji i trucizn oddziałujących na układ nerwowy.
Uzależnienie to temat o wiele bardziej złożony, możemy uzależnić się od wszystkiego nie będąc tego świadomymi np.: czekolady, komputera, seksu, hazardu, pracy, jedzenia itp.
Kto z nas żyje bez uzaleznien, czy nalogow? Chyba nie ma takich, bo nawet najprostsze czynności, które wykonujemy codziennie, automatycznie w końcu przeksztalcaja sie w przyzwyczajenie (uzaleznienie, nalog)
Weźmy np poranek. Wstajemy, idziemy do kuchni i zaraz kubek kawy, potem papierosek, bo przecież wędzone lepiej trzyma i juz z czasem ta poranna czynność staje sie naszym rytuałem, bez którego rozpocząć dnia sie nie da...
Ale zeby wszyscy mieli tylko takie nalogi jak to, wtedy spokojnie możnaby pozamykac wszystkie kliniki odwykowe ;)
To, ze uzależnienia czyhaja na każdym kroku, a najczęściej atakują jednostki słabe i podatne na nowe "trendy modowe", bądź reklamy...
Oglądałam kiedyś program, kiedy to dziewczyna uzależniona od solarium stwierdziła, ze nie ważne, ze to szkodzi, ona bedzie opalala sie tak dlugo, poki jej skory starczy... Czy to nie chore?
Obrzydliwy eksperyment na szczurkach, w którym to biedne stworzonko, z podłączonymi do mózgu elektrodami, po nacisnieciu guzika wysylalo do niego (mózgu) przyjemne impulsy elektryczne. Z czasem zwierzatko to, jak szalone wciskalo lapkami guziczek, by zaspokoić swoje "zadowolenie"... jak widać nie tylko ludzie mogą sie uzależnić...
Skąd biorą sie uzależnienia, nalogi?
Moze jest to kwestia slabej psychiki? A moze ucieczka przed rzeczywistoscia, trudami zycia codziennego, stresem? Chec zwrocenia na siebie uwagi otoczenia, zwiazana z samotnoscia?
To jest sparawa indywidualna kazdego dotknietego.
O tym, ze wszystkie uzależnienia i nalogi zaczynaja sie niewinnie... A gdy uświadomimy sobie, ze mamy z tym problem, z reguły jest juz zapozno. Takie zdanie sobie sprawy następuje zawsze dopiero wtedy, gdy nam czegoś zabraknie...
Uzależnienie staje sie groźne, gdy przekształca sie w obsesje jak np
anoreksje- obsesja na punkcie szczuplosci, albo alkoholizm - obsesja na punkcie alkoholu... Jakże rożne a prowadzą do tego samego... do autodestrukcji.
Najgorsze jest takie uzależnienie, którego nie widać, bo skoro nie widzimy, ze ktoś ma problem, nie staramy sie mu pomoc...
Niestety problem uzależnienia nie dotyczy najczęściej tylko samego chorego , dotyka on rownież jego bliskich, którzy nie są obojętni na sprawę...
Dziwne uzaleznienia i ich nazwy:
-Bigoreksja - nadmierna dbałość o tezyzne fizyczna
-Tanorexia - niezdrowe uzależnienie od opalania
-Pagophagia - uzależnienie od lodu
-Geophagy: uzależnienie od zjadania ziemi
Jest jeszce kupa innych dziwnych, nawet rzeklabym perwersyjnych uzaleznien, ale jest ich tak wiele, ze nie sposob wszystkich wymienic...
Jedyne co, to nie dajmy sie zwariowac!
Bo jak powiedzial Pitagoras "We wszystkim musi być umiar".
Milego dnia...
Szukam w głowie i nic nie przychodzi mi na myśl...
O tym czym rozni sie uzaleznienie od nalogu?
Nałóg wiąże się z przyzwyczajeniem psychicznym i fizycznym do określonych zachowań, najczęściej jest to wprowadzanie do organizmu szkodliwych substancji i trucizn oddziałujących na układ nerwowy.
Uzależnienie to temat o wiele bardziej złożony, możemy uzależnić się od wszystkiego nie będąc tego świadomymi np.: czekolady, komputera, seksu, hazardu, pracy, jedzenia itp.
Kto z nas żyje bez uzaleznien, czy nalogow? Chyba nie ma takich, bo nawet najprostsze czynności, które wykonujemy codziennie, automatycznie w końcu przeksztalcaja sie w przyzwyczajenie (uzaleznienie, nalog)
Weźmy np poranek. Wstajemy, idziemy do kuchni i zaraz kubek kawy, potem papierosek, bo przecież wędzone lepiej trzyma i juz z czasem ta poranna czynność staje sie naszym rytuałem, bez którego rozpocząć dnia sie nie da...
Ale zeby wszyscy mieli tylko takie nalogi jak to, wtedy spokojnie możnaby pozamykac wszystkie kliniki odwykowe ;)
To, ze uzależnienia czyhaja na każdym kroku, a najczęściej atakują jednostki słabe i podatne na nowe "trendy modowe", bądź reklamy...
Oglądałam kiedyś program, kiedy to dziewczyna uzależniona od solarium stwierdziła, ze nie ważne, ze to szkodzi, ona bedzie opalala sie tak dlugo, poki jej skory starczy... Czy to nie chore?
Obrzydliwy eksperyment na szczurkach, w którym to biedne stworzonko, z podłączonymi do mózgu elektrodami, po nacisnieciu guzika wysylalo do niego (mózgu) przyjemne impulsy elektryczne. Z czasem zwierzatko to, jak szalone wciskalo lapkami guziczek, by zaspokoić swoje "zadowolenie"... jak widać nie tylko ludzie mogą sie uzależnić...
Skąd biorą sie uzależnienia, nalogi?
Moze jest to kwestia slabej psychiki? A moze ucieczka przed rzeczywistoscia, trudami zycia codziennego, stresem? Chec zwrocenia na siebie uwagi otoczenia, zwiazana z samotnoscia?
To jest sparawa indywidualna kazdego dotknietego.
O tym, ze wszystkie uzależnienia i nalogi zaczynaja sie niewinnie... A gdy uświadomimy sobie, ze mamy z tym problem, z reguły jest juz zapozno. Takie zdanie sobie sprawy następuje zawsze dopiero wtedy, gdy nam czegoś zabraknie...
Uzależnienie staje sie groźne, gdy przekształca sie w obsesje jak np
anoreksje- obsesja na punkcie szczuplosci, albo alkoholizm - obsesja na punkcie alkoholu... Jakże rożne a prowadzą do tego samego... do autodestrukcji.
Najgorsze jest takie uzależnienie, którego nie widać, bo skoro nie widzimy, ze ktoś ma problem, nie staramy sie mu pomoc...
Niestety problem uzależnienia nie dotyczy najczęściej tylko samego chorego , dotyka on rownież jego bliskich, którzy nie są obojętni na sprawę...
Dziwne uzaleznienia i ich nazwy:
-Bigoreksja - nadmierna dbałość o tezyzne fizyczna
-Tanorexia - niezdrowe uzależnienie od opalania
-Pagophagia - uzależnienie od lodu
-Geophagy: uzależnienie od zjadania ziemi
Jest jeszce kupa innych dziwnych, nawet rzeklabym perwersyjnych uzaleznien, ale jest ich tak wiele, ze nie sposob wszystkich wymienic...
Jedyne co, to nie dajmy sie zwariowac!
Bo jak powiedzial Pitagoras "We wszystkim musi być umiar".
Milego dnia...
Subskrybuj:
Posty (Atom)


















































