Dzisiejszy post jest dla Kasi Z. Bo jak obiecalam to musi byc :)
O tym jak sie tutaj czyli w Turklandzie żyje...
Zabawna jest reakcja ludzi, mam tu na myśli naszych rodaków, kiedy dowiadują sie, ze mieszkam w krainie kebaba (po turecku pisze sie kebap!) przeważnie taka sama " ooo no co Ty? Zartujesz?" I pytania jak tam jest itp. Ale spoko nie przeszkadza mi to, skoro moge uświadomić komuś, ze Turcja nie jest jakaś tam zahukana dzicza, tylko coraz lepiej rozwijająca sie metropolia... Zreszta nie bede tu teraz zachwalac, bo kto był to wie ;)
Jedno jest pewne i mowie to z pełnym obiektywizmem... Jak tak dalej bedzie dziać sie w Europie jak dzieje sie dziś, to nie zdziwie sie jak w końcu wschód przewyższy EU-kolosa na slomianych nogach...
O tym, ze bylo tak:
A teraz jest tak:
I jak to dziecko potrafi w cudowny sposób poukładać człowiekowi zycie i sprawić, ze patrzy sie na wszystko nieco łagodniej i z przymruzeniem oka, ale każda mama to wie... :)
Teraz troche o ludziach. Są strasznie rzadni wiedzy o Tobie... Mimo, ze mieszkam tu juz 5 lat jeszcze sie do tego nie przyzwyczailam i nie sadze, by nastąpiło to kiedykolwiek. Cenie sobie prywatność a opowiadam o sobie tylko to, co uważam za stosowne i tez zalezy komu. Są osoby zaufane, która znają moje najskrytsze tajemnice, a są tez tacy, którzy NIGDY ich nie poznają ;)
Zabawnie zaczyna sie robić jak wyjdę z dzieckiem na spacer... Jest pusto, a jak usiade na ławeczce raptem zaczyna sie robić tłoczno. Najpierw stoją, przypatruja sie bacznie, potem coraz bliżej i bliżej jak takie wampiry, które poczuły krew... No i bum. Siadają koło mnie. I sie zaczyna 100 pytań do...
Najczęściej zadawane pytania: Skąd pochodzę... Tzn oni juz znają odpowiedz na swoje pytanie, bo pytają tak: jesteś Rosjanka tak?
Kolejne pytanie czy przyszłam z braciszkiem... Kiedy mowie, ze to mój syn zaraz jest chwila zadumy i kolejne pytanie ile mam lat...
A potem szok.
Są tez pytania z serii czy mam męża i czy on jest Turkiem... Ok to jeszcze moge zrozumieć, ale juz pytania "a jaka ma prace i ile zarabia?" to uważam juz za szczyt chamstwa... Nie lubię tez pytań o moje wyznanie... Moja religia, moja sprawa!
Ogólnie Turcy są mili i przyjacielscy. Bardzo ciepła nacja i moze stad wynika ta ich nadmierna ciekawość.
Co jescze tu ciekawego poruszyć... Moze sprawę obywatelstwa... Podobnie jak u nas straszna biurokracja, wiec raczej nie było dla mnie zaskoku. Mimo, ze juz dawno powinnam je dostać, procedury trwają...
O tym czy przeszłam na Islam. Nie, nie przeszłam i nikt mnie do tego ani nie zmuszał ani nie namawiał. Ja mam własna religie, która zwie sie Kasia Ocak i każdy to szanuje ;)
Teściów tez mam bardzo fajnych, nigdy nie słyszałam od nich złego słowa, ani nigdy nie doszło tez do mnie, by cos za moimi plecami knuli.
Za to sąsiadów mam dosc specyficznych... Gdy wychodzę na korytarz, bądź oni wyjdą, gdy ja tam jestem to zaraz uciekają w poplochu, jakby europejska wiedzme zobaczyli ;)) pozostało mi tylko śmiać sie z tego, bo płakać to nie w moim stylu...
Jedno co mnie strasznie boli i smuci, to dosc powszechna znieczulica, jeśli chodzi o zwierzęta. Tu rzadko kto trzyma kota czy psa w domu... Jak juz w ogóle cos maja, to jest to jakis ptaszek, bądź rybki.
Zawsze, gdy moje koty siedzą sobie na oknie wzbudzają ogromne zainteresowanie, jakby conajmniej stadko malpek zobaczyli...
A kiedy dokarmiam koty podworkowe, tez wywołuje to spora sensacje...
Nie wspominając juz o matkach, które jak widza, ze moje dziecko całuje koty z ulicy, patrzą na mnie jakbym z kosmosu pochodziła. I jeszcze przypomniało mi sie cos zabawnego, jak to siedmiolatek wpadł w panikę, bo kot chciał otrzec mu sie o nogi...
"Gratulacje" dla jego matki, ze wychowała go w takim strachu przed zwierzętami...
I jeszcze na koniec dodam, ze mąż mnie nie bije, bo takie stereotypy panują i tez nie raz ktoś o to mnie pytał ;))
To chyba byłoby na tyle...
Miłego dnia.








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz