Ostatnie tematy byly sielskie, anielskie i tylko o takich sprawach pisaloby sie najchetniej, ale ze zycie jak sie mowi to nie bajka, ktora drapie nas po jajkach, musi byc i troche o goryczy, tego swiata, ktory moze sam w sobie nie jest paskudny, za to mechanizmy nim rzadzace juz tak...
Dzis zajme sie sprawa tych "gorszych" dzieci, ktorym w brutalny sposob zostalo odebrane to, o czym ostatnio z takim rozrzewnieniem pisalam, a mianowicie dziecinstwo...
Podam kilka przykladow, gdyz uwazam, ze tylko poprzez przyklady mozna obrazowo ujac kazda sytuacje, tak by odbiorca choc w najmniejszym stopniu mogl wczuc sie w role tego opisywanego.
Bedzie o czyms z Polski, Turcj a takze innych zakatkach swiata, gdzie juz na maxa wykorzystuje sie dzieci do niecnych celow, a ze temat dzieci i zwierzat wywoluje u mnie dosc mocne emocje, nie spodziewajcie sie "kwiecistego" slownictwa... Ujecie tematu bedzie w skali rosnacej.
Zaczne od mojego rodzinnego miejsca, czyli Gdanska, choc te przyklady z pewnoscia mozna by mnozyc na cala Polske...
Sprawa Rumunow, ktorzy wykorzystuja dzieci, by na litosc wydrzec ludziom kilka groszy... Matki, ktore w zimie z dzieciecymi tobolkami, czy tez czesto z imitacja tobolka w podziemnych przejsciach czyhaja jak sepy na swoja ofiare. Ale na to jeszcze mozna przymknac oko, widocznie to taki ich "zawod"...
Przejdzmy dalej, tym razem do naszych rodakow, ktorzy tez nie grzesza pomyslowoscia, jakby tu zarobic i sie nie narobic.
Tu bedzie przyklad z moja mama w roli glownej, a ze jest kobieta o bardzo dobrym sercu, ktora nie jest obojetna na krzywde innych, kilkakrotnie dala sie nabrac na perfidne oszustwa zaplanowane przez doroslych z uzyciem dzieci...
Dzwonek do drzwi... Mama otwiera, a tam male dziecko proszace o kase, by moglo kupic sobie bulke. Ze mama juz troche na tym swiecie zyje i nauczyla sie, ze dzieciom pieniedzy sie nie daje, wreczyla dziecku swiezutki bochenek chleba, ktory niedawno kupila. Dziecko odeszlo...
Nie minelo 15 minut patrzymy a chlopiec byl juz na dole. Z za rogu wyszedl prawdopodobnie jego ojciec, widac bylo, ze niezly menel z niego... Po chwili zaczal szarpac chlopcem, wyrwal mu chleb i wywalil do smietnika! I juz bylo jasne po co chlopiec zbieral pieniadze... Tatusiowi zachcialo sie gorzaly... Takich skurw. . . . nie brakuje, bo to nie byl pierwszy i ostatni przypadek, i tylko szkoda dzieciakow, ze od malego uczy sie ich klamstwa i oszustwa...
Mama byla wsciekla, bo musiala zasuwac ponownie do sklepu po nowy chleb.
Przeniesmy sie do Turklandu, w ktorym juz troche zyje i niejedno widzialam. Tu praktycznie na kazdym kroku mozna spotkac dzieci, proszace o pieniadze...
Ich ulubionym sposobem jest zarobek na WAGE. Wyglada to tak: Siedzi sobie dziecko, przed nim stoi waga i za "kto co da" mozna sie zwazyc. Niby nic groznego, ale zaczyna pojawiac sie problem, gdy dziecko staje sie nahalne... Tacy "wagarze" zaczynaja w bardzo mlodym wieku, bo juz 4-5 latki sa posylane na ulice, by w ten sposob zarabiac. Dzieci siedza tak calymi dniami, a rodzice maja w dupie, czy ich mali robotnicy czuja glod, czy chlod, bo zima tez siedza do pozna w nocy... i nikt nie boi sie o ich los. Najwazniejsze jest to, by wyrobily jakas tam stawke dzienna.
Tu dzieci wysadza sie nawet na autostradach, by sprzedawaly kierowcom rozne duperele, najczesciej sa to butelki z woda. Mozna sie zdziwic jak na autostradach, przeciez tam auta sie nie zatrzymuja... Czesto traffic jest tak duzy, ze czeka sie bardzo dlugo, zwlaszcza wieczorem kiedy wszyscy wracaja z pracy i ruch dodatkowo opozniaja tiry. Juz nie raz bylo glosno jak to dziecko zginelo pod kolami rozpedzonego auta, mimo to "rodzicow" to nie zraza, bo w koncu w domu jest jeszcze stadko do wykarmienia. I az chce sie powiedziec, ze kazdy powinien miec tyle dzieci, na ile go stac. No, ale jesli ktos mysli dupa, niz mozgiem, to o czym tu mowic... Tak to dzieci staja sie zywicielami swoich "rodzicow" i rodzenstwa.
Jednak najbardziej uderzyla mnie jedna scena, ktora do dzis mam przed oczmi, mimo uplywu 5 lat. Sceneria zimowa, mroz, ze az gile w nosie zamarzaja i nawet psa nie wypusciloby sie w taka pogode. Na krawezniku siedzi sobie "mamusia", cos z tylu ukrywa... Na chodniku kolo niej biega sobie okolo trzy letnie dziecko w sweterku... Z przerazeniem spogladam na nogi malucha... To co zobaczylam, az mna wewnetrznie zatrzeslo i nie byl to bynajmniej dreszcz z zimna, a z potwornej zlosci... Dziecko biegalo na boso! Nogi chlopca byly juz sine, a glupia baba, jak pozniej zauwazylam, chowala za soba buciki syna... Czy to jest matka? Dla mnie to tylko zwykla kurw. . . , ktora bez skrupulow naraza zdrowie wlasnego dziecka dla kilku lirow!
Jesli myslicie, ze to juz szczyt barbarzynstwa doroslych wzgledem dzieci przeniesmy sie np. do Somalii, gdzie dzieci walcza jako zolnierze... To chyba juz najwieksze chamstwo, jakie mozna zrobic dziecku... wyszkolic je na zabojce, obedrzec z wrazliwosci, ktora jest domena wlasnie dziecieca...
Bardzo obrazowo i dobitnie przedstawione jest to w dramacie "Krwawy diament" Edwarda Zwickera z roku 2006. Akcja rozgrywa sie glownie w RPA, ale nie da sie tego opisac slowami, trzeba to poprostu obejrzec, by zrozumiec, jak bardzo rzeczowo traktowane sa dzieci.
Na zakonczenie powiem tyle, ze dziecinstwo jest tylko jedno, to cos co przemija bezpowrotnie i do czego fajnie jest czasem bedac doroslym powrocic. Do czego wspomnieniami powroca te wsystkie wykorzystywane dzieci?
Pytanie pozostawie bez odpowiedzi...
Milego weekendu...



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz