środa, 21 marca 2012

Miedzynarodowe kebab-party...

Dzisiejszy post glownie dla dziewczyn, ktore podobnie jak ja staraja sie o obywatelswto i dopiero beda ta cala procedure przechodzic...
To, ze ten caly cyrk trwa bardzo dlugo juz wspominalam.


By machina ruszyla musi uplynac okres trzech lat od zawarcia malzenstwa. Czemu tak dlugo? Jesli nie wiadomo o co chodzi, chodzi najczesciej o kase...
Wiadomo, nie masz obywatelstwa, plac za wize, a taka trzyletnia wiza kosztuje kupe forsy...
No coz, juz blizej niz dalej. Jedyne co pozostaje mi teraz to czekanie, az laskawa komisja raczy poinformowac mnie o wyniku.
A teraz opisze to cale spotkanie, zeby kolezanki mialy przedsmak tego co je czeka :)
Wizyta byla na godzine 13.00, bo wlasnie w tym czasie zaczyna obradowac komisja... Kurde jak jakies obrady sejmu conajmniej... Jedno i drugie shit...
W pomieszczeniu zwanym poczekalnia siedzialo juz duzo osob, jakies 15 par. Po 13 wyszedl pan i poinformowal nas, ze komisja dzis troszke sie spoznila... Ok mysle sobie, to pojde na dol i "wysikam" malego.
Toaleta syf! Niedosc, ze dla kobiet i facetow wspolna, to jeszcze kibel typu dziura, o czystosci pozostawiajacej duzo do zyczenia... plus pizdziawica. Przeciag byl taki, ze myslalam, ze Volkanowi jajka urwie. Moze dlatego teraz jest chory...


Oczywiscie przy wyjsciu glosno skomentowalam panujace tu standardy, tak by osoby tam pracujace to uslyszaly... Wstyd! W Stambule maja naprawde super toalety, czesto automatyczne, gdzie woda spuszcza sie sama... Dlaczego tu wieje takim prymitywem? Akurat w miejscu, gdzie przychodzi tak wielu obcokrajowcow? Niepomyslane kompletnie. Wlasnie tu powinien byc full luksus, jako miejsce reprezentatywne...
No, ale koniec juz tematu kiblowego, bo w koncu to stanie sie numerem jeden moich dzisiejszych rozmyslan...
Wrocilismy na gore, bo to tam na ostatnim pietrze (bez windy) znajduje sie ta cala komisja. Znow mam ochote ponarzekac, bo wiele ludzi przychodzi z malutkimi dziecmi w wozkach... Nie pozostaje nic innego niz taszczenie.
Teraz do rzeczy. Na przesluchanie wchodzi sie pojedynczo. Najpierw osoba ubiegajaca sie o obywatelstwo, potem wychodzi i przychodzi malzonek/malzonka.


Jednorazowe przesluchanie trwa od 5-30 min, ale na ogol wszstko idzie sprawnie.
Ku mojemu zaskoczeniu bylo tez kilku mezczyzn obcokrajowcow, z zonami Turczynkami, jeden byl z UK. Jednak wiekszosc starajacych sie byla ze wschodu, typu Kazachstan, Rosja, jakies tam skosne z lekka tez byly... Pary bardzo rozne.
Wiekowo bardzo zroznicowane. Osoby mlode, starsze i te bardziej starsze, niektorzy nawet w wieku moich dziadkow, albo i jeszcze lepiej, z dziecmi, albo bez.
W powietrzu dalo wyczuc sie stres. Niektore osoby po wyjsciu z sali mialy lzy w oczach, a jedna pani sie poplakala. Wiekszosc jednak wychodzila zadowolona.


Troche sie naczekalismy, a Volkan juz pierdolca dostawal, ciagle tylko pytal kiedy wrocimy do domu do Anatola (jego kotka). Mialam go szczerze dosc.
Przyszla moja kolej pan wyczytal moje imie, KATAREZENA z nazwiskiem juz nie probowal, i weszlam z malym do "jaskini lwa".
Potem jak juz wspominalam pierwsze pytanie padlo do niego, jak masz na imie? Odpowiedz zwalila mnie z nog, komisje rozbawila, brzmiala TATA. Bylo mi glupio, bo wygladalo to tak, ze moje dziecko nie zna wlasnego imienia... mimo, ze normalnie to przedstawic sie umie...
Kolejny "policzek" dostalam od komisji, ktora zaczela pytac mnie o meza... Ja tu sie ladnie przygotowalam z wlasnego zyciorysu i spraw dotyczacych mnie, a tu taka "niespodzianka".


Pytania typu praca, zarobki i wez tu opowiadaj... Tymbardziej, ze moj maz ostatnio zmienial prace jak rekawiczki... No, ale coz... opowiedzialam co i jak, potem zaczeli wypytywac o jego rodzine. Na koniec poprosili o recytacje hymnu. Wstalam powiedzialam jak burza, wystarczyla im jedna zwrotka i kazali zawolac meza. Cala moja "rozprawa" trwala raptem 5 min, meza z 2. Niektorzy wychodzili po 15 min. tak wiec nie wiem, czy to dobrze...
Poczekamy, zobaczymy okaze sie wszystko za 3-4 miesiace, bo papiery musza zostac wyslane ponownie do Ankary... Oby nie robili problemow, choc jestem przygotowana na wszysko...

Milego dnia...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz