Dzis bedzie o czyms przykrym, ale nie tak do konca, bo jednak wszystko skonczylo sie happy endem, jesli mozna to tak ujac...
Zainspirowal mnie program stacji TVN, ale nie tej powszechnej, ktorej nie darze zbytnim uczuciem, za swoja prymitywnosc i wyuzdanie. Program emitowany byl na kanale TVN style, ktory reprezentuje juz jakis poziom i swoim repertuarem moze zadowolic nawet tak wybrednych widzow jak ja, moze dlatego, ze to stacja stworzona przez kobiety, dla kobiet...
Program z cyklu z zycia wziete... "Bohaterami" tego odcinka byli niedoszli samobojcy.
Poznajemy trzy osoby, dwie kobiety i mezczyzne, ktorzy targneli sie na wlasne zycie z przyczyn skrajnie roznych, mimo to prowadzacych do tego samego...
Na pierwszy ogien poszla kobieta, ktora przeszla jak dla mnie chyba najwiecej i jej powod byl naprawde w duzym stopniu uzasadniony, jesli mozna tu mowic o takim czyms jak samobojstwo uzasadnione, czy nie...
Krotko o jej historii. Kobieta wyszla za maz w bardzo mlodym wieku, rownie szybko zaszla tez w ciaze, mimo to radzila sobie dosc dobrze, uczyla sie, wychowywala dzieci i zycie toczylo sie raczej spokojnie. Pewnego dnia, to chyba byla majowka, ale reki nie dam sobie uciac... W kazdym badz razie jakis czas wolny, ktory wykorzystali na wspolny wypad do jej tsciow.
Wspominala, ze weekend byl cudowny, ale niestety czekaly ja jakies egzaminy i musiala wracac, by sie do nich przygotowac. Maz i trojka ich dzieci zostaly jeszcze u rodziny, a ona sama pojechala do domu. Nastepnego dnia maz i dzieci mieli do niej dolaczyc, lecz to nie nastapilo...
Podczas powrotu do domu zdarzyl sie straszliwy wypadek... Na miejscu zginal jej maz i dwumiesieczne blizniaki, a jej dwuletni syn trafil w stanie krytycznym do szpitala, gdzie po kilku dniach zmarl...
Kobieta sie zalamala, niedopilnowana przez rodzine polknela wszystkie tabletki, ktore przepisal jej lekarz. Jednak udalo sie ja uratowac, niestety na tym nie poprzestala, dalej probowala odebrac sobie zycie.
Jej brat mial juz dosc i wreczyl jej opakowanie lekow i powiedzial, ze skoro tak bardzo chce ze soba skonczyc i zranic przy tym juz i tak wystrczajaco zalamana rodzine, to on wlasnorecznie dopilnuje, by zazyla wszystkie leki i zeby nikt nie mogl jej odratowac...
Wtedy nastapil przelom, zrozumiala, ze odbierajac sobie zycie niczego nie zmieni, ze jej smierc bedzie kolejnym ciosem uderzajacym w rodzine. Od tej pory opuscily ja mysli samobojcze i zaczela zyc dalej. Po latach znow zalozyla rodzine i odzyskala wewnetrzny spokoj.
Kolejna kobieta miala inny problem. Tydzien przed slubem dowiedziala sie, ze choruje na stwradnienie rozsiane. Chciala zrezygnowac ze slubu, gdyz bala sie, ze z czasem stanie sie ciezarem dla swojego przyszlego meza... Jednak ten zachowal sie jak prawdziwy mezczyzna i o rezygnacji ze slubu nie chcial nawet slyszec.
Po jakims czasie urodzila sie im corka, a choroba pozwalala jej zyc jeszcze dosc normalnie. z biegiem lat zdrowie kobiety uleglo znacznemu pogorszeniu, przestala chodzic, zostala przykuta do wozka. Wspominala, ze siedzac na tym wozku z zazdroscia patrzyla jak ludzie stawiaja kroki lewa, prawa, lewa, prawa, czynnosc wydawaloby sie prosta i banalna, jednak dla niej juz niewykonalna...
Pewnego dnia poprosila meza i corke by wspolnie wyszli na spacer z psem i kiedy wyszli tknal ja nagly impuls, by wziasc tabletki i wszystko zakonczyc. Kiedy rodzina wrocila, znalazla ja nieprzytomna na podlodze. Zaraz trafila do szpitala, gdzie kilka dni lezala w spiaczce. Po wybudzeniu sie pierwsze co zobaczyla to lzy swojego dziecka, ktore czuwalo nad jej lozkiem. Wtedy dotarlo do niej jak bardzo egoistycznie podeszla do sprawy. Zrobilo sie jej wstyd...
Na koniec powiedziala, ze nie bylo zadnego swiatelka w tunelu i stwierdzila, ze widocznie to doznanie nie jest dane samobojcom.
Trzecim i ostatnim bohaterem tego odcinka byl wspomniany mezczyzna, ktory cierpial na depresje, ktorej przyczyna staly sie niepowodzenia i szantaze w pracy.
Byl zonaty, jednak jego zona mieszkala w innym miescie, co tez dodatkowo nie poprawialo jego sytuacji. Nie mial nikogo, do ktorego moglby sie zwrocic o wsparcie nawet te duchowe, ktore w tym okresie potrzebowal chyba najbardziej. Zonie nic nie mowil, gdyz nie chcial jej martwic, a ona sama tez nie przypuszczala, ze maz ma jakies problemy.
Depresja byla tak gleboka, ze kazde wyjscie do pracy stawalo sie dla niego prawdziwa meczarnia. Kiedy stal sie juz strzepem czlowieka, ktory nie jest juz w stanie uniesc wlasnego zycia, postanowil je przerwac.
Opowiedzial jak do tego sie przygotowywal. Najpierw napisal list do zony, potem smsa do pracy, w ktorym zegnal sie ze swoimi wspolpracownikami. Nastepnie ogolil sobie glowe, bo jak to podsumowal, na spotkanie ze smiercia trzeba wygladac ladnie... i zazyl tabletki, ktore popil alkoholem.
Jednak po kilku godzinach obudzil sie, wiec wzial jakis ostry przedmiot, ktory byl w zasiegu jego rak i podcial sobie zyly...
Ktos tam z pracy zawiadomil o smsie zone, ktora po uslyszeniu jego tresci natychmiast zorietowala sie, ze z mezem nie jest dobrze. Zadzwonila do swojej przyjaciolki, ktora mieszkala akurat w tym samym miescie co maz i poprosila, by ta sprawdzila co sie dzieje.
Na miejscu zastala co zastala. Mezczyzne udalo sie odratowac.
Przyznal, ze to co zrobil bylo glupie, ze ta cala sytuacja nie byla warta utraty zycia, ze nie wyobraza sobie teraz, ze juz nigdy w zyciu nie ruszylby na spotkanie z natura, gdyz kocha bardzo wedrowki i przyrode. Kiedy czytal list pozegnalny, ktory napisal wtedy do zony, plakal...
Bardzo czesto los doswiadcza ludzi tak bardzo, ze nie sa wstanie tego udzwignac i poprostu sie lamia. Wazne by nie byc slepym, ani gluchym na cierpienie innych, choc wlasnie ci "prawdziwi" samobojcy ukrywaja to doskonale. Cierpia w samotnosci, pocichu i na ogol ich samobojstwo jest dla wszystkich ogromnym szokiem i zaskoczeniem.
Oby los zaoszczedzil nam takich rozrywek i obchodzil sie z nami lagodniej niz, z przedstawionymi powyzej osobami...
Milego dnia...





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz